Løgmansbø Ove – Vestmanna t.2 Połów

Kategorie: Kryminał

No i wyszło szydło z worka…. Tajemniczy  Ove Logmansbo, autor trylogii kryminalnej z Wysp Owczych w pewnym sensie nie istnieje. Okazało się bowiem, że jest nim dość  znany polski pisarz Remigiusz Mróz. A reszta generalnie się zgadza….

Przyznaję, cała ta mistyfikacja spowodowała, że po kolejny tom trylogii  Vestmanna , „Połów” sięgnąłem dopiero po dwóch latach, czyli teraz. Cóż więc tu mamy? Już sam punkt wyjścia jest bardzo farerski (dla porządku – Farer to rodowity mieszkaniec Wysp Owczych). Oto mamy doroczny połów wielorybów grindwali – dosyć barbarzyńską praktykę z zaganianiem ich do brzegu i zabijaniem. Z jednej strony to zdobywanie dużych ilości mięsa na zimę – a to dosyć ważne w miejscu , gdzie nie za bardzo wyrośnie coś do jedzenia – a z drugiej obyczaj, ważny czynnik identyfikacji kulturowej Farerów i integracji ich społeczności. W czasie grindu niemal wszyscy rzucają swoją pracę i biegną nad zatokę – od staruszków po dzieci. Ekolodzy protestują, UE chciałaby tego zakazać (w końcu wyspy są autonomicznym regionem Danii), ale Farerowie nie chcą o tym słyszeć i grożą ogłoszeniem niepodległości (akurat, bez duńskiej kasy nie przetrwaliby za długo….). No i właśnie w czasie owego połowu w żołądku zabitego grindwala znaleziono…. spory kawałek  ludzkiej czaszki.

Policja wszczyna śledztwo – bo co innego ma zrobić. Dania przysyła kogoś do pomocy – znowu jest to komisarz Katrine Ellegaard, ta sama, co  w pierwszej części cyklu, „Enklawie”. I znowu będzie jej pomagał Farer Hallbjorn Olsen, skazany za morderstwo, ale po apelacji wypuszczony z więzienia do czasu ponownego procesu.

A zatem tajemnicę morderstwa? wypadku? sprawki trolli? w zamkniętej społeczności mają wyjaśnić obca kobieta (a dla wielu po prostu przedstawicielka okupanta) i Farer- wyrzutek i zapewne morderca. I wszystko to w zamkniętej społeczności małego archipelagu, gdzie każdy zna każdego  i nikomu właściwie nie zależy, by wyjaśniać jakieś sprawy sprzed lat, jeżeli nawet one rzeczywiście się zdarzyły… Bo przecież one mogą oddziałać na teraźniejszość a może i przyszłość – a po co to komu.

Po wyjaśnienie Autor prowadzi nas na malutką wysepkę Fugloy, daleką i odizolowaną nawet jak na standardy Wysp Owczych. Policjantka z pomagierem z trudem, ale ustalają prawdę i to taką, która ma oparcie w dowodach. Tyle tylko, że to jakaś metaprawda, przygotowana przez kilkunastu (czyli wszystkich) mieszkańców wysepki na użytek obcych… A jak było „rzeczywiście naprawdę” – to właściwie nie ma znaczenia, skoro nikt już nie będzie pytał.

Trzeba przyznać, że książka jest sprawnie napisana, widać wprawdzie konspekt, ale jest nieźle wypełniony treścią, opisy wysp pewnie mają sporo sensu, choć jako przewodnik bym ich nie traktował.

Jeżeli więc macie ochotę na trochę nieco cepeliowskiej europejskiej egzotyki – czemu nie?

May Peter – Wyspa powrotów

Kategorie: Kryminał

Jak wskazuje tytuł – Autor powraca. Powraca do swojego ulubionego tematu – jak na człowieka wpływa życie na wyspie. Na wyspie – czyli w małej społeczności, która z jednej strony zapewnia swojskość i przewidywalność, ale z drugiej – niesie ograniczenie i kontrolę grupy nad jednostką w stopniu niewyobrażalnym dla kogoś z zewnątrz. Po trylogii z wyspy Lewis przyszedł czas na Wyspy Magdaleny (Madelaine) po kanadyjskiej stronie północnego Atlantyku. Niby to Kanada, a właściwie francuskojęzyczny Quebec, ale wszystko w miniaturze.

 

Mamy zatem zbrodnię – we własnym domu od ciosu nożem ginie biznesmen. Pierwszą podejrzaną staje się żona – jest prawie pewne, że nikogo obcego nie było w tym czasie na wyspie, a miejscowi – jak się wydaje –  nie mają motywu. Kanadyjska policja do wyjaśnienia zbrodni przysyła z Montrealu ekipę, której filarem jest inspektor Simon Mackenzie, zwany Sime. Pierwsze spotkanie z podejrzaną Kirsty Cowell jest dla niego szokiem – ma głębokie przekonanie, że on tę kobietę dobrze zna, że już ją spotkał. Co więcej – wzór na jego rodowym sygnecie i wisiorku Kirsty jest dokładnie ten sam….

Taki jest punkt wyjścia – a tropy prowadzą w daleką przeszłość, na Hebrydy Zewnętrzne koło szkockiego wybrzeża, na wyspę Lewis, skąd w połowie XIX wieku wyrugowano większość mieszkańców, by zrobić miejsce na pastwiska dla owiec posiadaczy ziemskich. Tym ostatnim opłacało się załadować ludzi pozbawionych ziemi na statek i wysłać do Kanady, żeby tylko opuścili wyspy i nie mogli na nie wrócić.

I tak się to w książce miesza – trudna historia z teraźniejszością, gaeliccy przodkowie z ich kanadyjskimi potomkami, francuskojęzyczna rzeczywistość Quebecu zjego separatystycznymi ciągotami, ale też z enklawami języka angielskiego. Okazuje się, że przeszłość rodziny, doświadczenia przodków, przekazane potomkom nawet wybiórczo, nawet jako niedopowiedzenia, w jakimś stopniu determinują ich zachowanie, ich wybory, ich przekonania.

Książka na pewno nie jest arcydziełem, ale wątki poprowadzona są ciekawie i nieco przewrotnie. Co prawda irytuje wieczne u Petera Maya nawracanie do wyspy Lewis, ale skoro dobrze ją poznał i chyba pokochał, to nic dziwnego, że chce się podzielić z czytelnikami tą bardzo mało znaną częścią historii europejskich czy raczej atlantyckich peryferii Imperium Brytyjskiego.

To może być ciekawa lektura na listopadowe wieczory, gdzie wiatr pluje deszczem, jest zimno i ciemno prawie jak na tych północnych wyspach – i tylko nie palimy torfem jak ich mieszkańcy.

Grzegorczyk Jan – Przypadki księdza Grosera. T.1 Adieu, T.2 Trufle, T.3 Cudze pole, T.4 Perła

Kategorie: Obyczajowa

Jan Grzegorczyk – Adieu

Jan Grzegorczyk – Trufle

Jan Grzegorczyk – Cudze Pole

Jan Grzegorczyk – Perła

Tym razem to nie jest jedna książka, a cały cykl – oryginalnie trylogia, po ponad 10 latach uzupełniona o część czwartą. Co je wyróżnia? Jedna rzecz – środowisko, w którym dzieje się akcja – a jest to środowisko kościelne. Głównie księża, ale też biskupi, zakonnice i tak zwani zaangażowani parafianie. Bardzo specyficzne środowisko – hermetyczne, z własnym kodem kulturowym, własnymi zwyczajami, a także wartościami, które niby są bardzo jednoznacznie zdefiniowane, ale – jak się okazuje – poddają się bardzo daleko idącej interpretacji, żeby nie powiedzieć naciągnięciu. A wszystko to wyrażone w osobliwym języku, gdzie zamiast mówić wprost, lepiej „sieknąć” precyzyjnie dobranym cytatem z Biblii, a donos wygląda jak fragment encykliki czy może „listu pasterskiego”. Czytaj dalej »

Chmielewska Joanna – Rzeź bezkręgowców

Kategorie: Kryminał

To nie jest nowa książka – przeciwnie, copyright jest z 2007r., ale – może to i znamienne – czyta się ją w którejś tam warstwie jak bardzo aktualny tekst. To pewnie ze względu na środowisko, w którym toczy się akcja – a są to głębokie, ciemne otchłanie (żeby nie powiedzieć – lochy) telewizji. Tak, tej państwowej TVP, w której niby wszystko się zmienia wraz z kolejnymi rozdaniami władzy, ale tak właściwie wszystko zostało po staremu od czasów osławionego prezesa Szczepańskiego z lat 70-tych (tak, tego od propagandy sukcesu za Gierka….).  Czytaj dalej »

Björnsdóttir Sigríður Hagalín – Wyspa

Kategorie: Obyczajowa, Postapokalisa

 „Nikt nie jest samotną wyspą” ? No nie, Islandia właśnie jest wyspą, i to taką zagubioną gdzieś wysoko na północnym Atlantyku wśród mgieł, lodu i wściekłego wiatru… A gdyby tak to dalekie i dosyć odludne miejsce straciło jeszcze wszelki kontakt z otaczającym światem i pozostało samo sobie? Co by się wtedy stało – czy tamtejsi ludzie pozostaliby społeczeństwem, czy raczej zamieniliby się w zbiorowisko jednostek zainteresowanych wyłącznie własnym przetrwaniem? Czytaj dalej »

Brejdygant Igor – Szadź

Kategorie: Kryminał

Gdybyż tak istniała lista książek najgorszych…

Cóż,  mam swoją własną listę, a „Szadź” zajęła na niej dosyć eksponowaną pozycję. Na szczęście nie kupiłem tego dzieła, Żona przyniosła je z biblioteki. A że czas wakacyjny nieco luźniejszy – zabrałem ją w piękne miejsce nad Sanem i przeczytałem. Przyznaję – od pewnego momentu było to już zajęcie dość masochistyczne – na zasadzie jakimi bredniami jeszcze uraczy nas Autor. Czytaj dalej »