

(2,5 / 5) Nie ma to jak mieć wśród znajomych fanów powieści Sarah Maas. Stały dopływ tomiszcz zapewniony :). Tomiszcz, bo autorka jeńców nie bierze i powieść poniżej 400 stron u niej w zasadzie nie istnieje. Żeby była jasność – nie narzekam.
Gdyby nie moje koleżanki, pewno nie sięgnęłabym ani po Dwory ani (ponownie) po cykl Szklany Tron. Ponownie, bo kiedyś już spróbowałam przeczytać pierwszą powieść. Nie było to spotkanie udane, bo jeśli dobrze pamiętam – dotrwałam tak do połowy zanim ostatecznie zasnęłam.Tym razem zdecydowałam się przebrnąć tom pierwszy i sięgnąć po kolejne. A ponieważ w mojej opinii nie ma sensu recenzować ich pojedynczo zdecydowałam na recenzję trzech na raz. Czytaj dalej »

(1 / 5) Trzecia i jak się okazało, bynajmniej nie ostatnia część opowieści o kotce Burbur, jej synalku Pedro i ich wielce nieudanych ludziach. Opowieści niestety tak „udanej” , że tydzień po przeczytaniu nie bardzo potrafiłam sobie przypomnieć o czym to było. Po prostu rozochocona autorka naupychała do fabuły, co się tylko dało. W efekcie wyszedł misz -masz przepotężny, ni to kryminał, ni to obyczajówka, ni to komedia omyłek ni to opowieść absurdu. Żeby więc Wam cokolwiek o tej książce napisać, musiałam sięgnąć po nią jeszcze raz. Ajej. To bolało. 
(3 / 5) Skrytobójcę zaczęłam czytać po serii wyjątkowo nieudanych książek, takich w których szwankowało wszystko, od logiki poczynając na polszczyźnie kończąc. Nic zatem dziwnego, że Uczeń Skrytobójcy wprawił mnie w świetny nastrój. Czemu? Bo to po prostu fantasy w starym dobrym stylu. Coś bez naleciałości Harrego Pottera, bohatera z syndromem kopciuszka, czy rozpychającej się na kartach opowieści Mary Sue przekonanej o swojej niebywałej zajefajności, +10 do każdego oddechu. No i książka napisana jest porządną polszczyzną, bez równoważników zdań. Ba, to książka nad którą najwyraźniej pochylił się korektor! Ani jednej literówki! Na 500 stronach! 
(4 / 5)Co my wszyscy wiemy o Kielecczyźnie? Same stereotypy – Góry Świętokrzyskie (takie wypryski,co to
(1,5 / 5)
(3,5 / 5) O, Panie dzieju, a to się nam profesorowa wyemancypowała! Już nie tylko buszuje po Krakowie i zadaje z osobami dziwnymi, już nie tylko tropi złoczyńców, ale wypuszcza się do samiuśkiego Zakopanego, a co gorsza udaje się tam bez małżonka i czyni to na prośbę komisarza Klausewitza! No zdecydowanie obyczaje w Cesarsko – Królewskim Grodzie grożą upadkiem. 