Gołkowski Michał – Świątynia na bagnach. Bramy ze złota. Tom 1

3.5 out of 5 stars (3,5 / 5)
Naprawdę bałam się, że dostanę po raz trzeci powtórkę tego samego, tylko w innych okolicznościach przyrody i z przyszłymi trupami noszącymi inne imiona, jednak autor po raz kolejny mnie zaskoczył.
Tym razem dostajemy klimat zdecydowanie bardziej leśny i bardziej swojski. Sam Zahred schodzi na drugi plan i zostaje bardziej obiektem niż bohaterem, co jest też świetną okazją do pokazania innych postaci. Autor z tej okazji korzysta wręcz hurtowo, wprowadzając całą słowiańską wioskę z jej wodzem, wojami, kapłanem i zależnościami między nimi wszystkimi. Dzięki temu w końcu dostajemy sensownych bohaterów w tej serii. Ludzi mających nie tylko imiona, ale też jakieś historie i charaktery. Bohaterów sympatycznych, którym można kibicować, i takich zdecydowanie mniej. I w końcu są to też bohaterowie mający znaczenie dla historii, a nie tylko będący przyszłym mięsem armatnim.
Historia na początku toczy się dość niespiesznie (co nie znaczy, że jest nudno) i ku mojemu zaskoczeniu krew nie chlusta strumieniami już od pierwszej strony, chociaż pokojowo zdecydowanie nie jest. Bo tym razem nie obserwujemy powstawania królestwa, tylko rodzącą się religię, a takie procesy też raczej nie należą do pokojowych.
Nie jest to może szalenie odkrywcze, ale obserwowanie zmian krok po kroku, zwłaszcza z dodatkiem wszystkiego, co w tym czasie dzieje się dookoła w mikroświecie wioski, wypada całkiem ciekawie. Tym bardziej, że pozornie nieśpieszny proces, jak na religię, jest wręcz błyskawiczny. Całość dobrze się czyta, a historie świątyni i grodu warownego dobrze się ze sobą splatają. Zahred też zyskuje — mimo że chwilowo nie gra pierwszych skrzypiec, to dobrze jest poobserwować, jak dla odmiany nie wszystko idzie mu jak z płatka.
Jak to u Gołkowskiego, przez tekst płynie się lekko i bezproblemowo, z lekkimi przerwami na chlustającą krew, padające trupy i sceny z gatunku: ręka, noga, mózg na ścianie. Jeśli komuś takie sceny przeszkadzają – odradzam zdecydowanie; jest ich co prawda mniej niż w poprzednich tomach, ale to jeszcze nie znaczy, że nie ma ich wcale. Za to spokojnie mogę polecić tym, którzy chcieliby podejść do serii, ale nie znają poprzednich tomów – można się bez nich spokojnie obyć.
Ciekawe podejście do fantasy w klimatach religijno-słowiańskich z dodatkiem krwi i flaków.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *