
(3,5 / 5)
Po zakończeniu w magicznym Londynie serii Wilczej Jagody autorka wraca do miasta mgieł i zabiera ze sobą czytelnika w podróż krajoznawczo–genealogiczną po ulicach i rodach Donlonu. Oczywiście pod pozorem śledztwa.
Avie Carey, policjantce ze Scotland Yardu, zostaje przydzielone najtrudniejsze zadanie w karierze – ma uczyć w Hogwarcie obrony przed czarną magią. Ekhemm… znaczy ma zastępować zaginioną nauczycielkę w Avallen. I porównanie to nie tylko lekka złośliwość – szkoła jest przybytkiem dla magicznie uzdolnionych dzieci i podobnie jak chyba najsłynniejsza szkoła magii ma też swój własny charakterek i możliwość wtrącania się w fabułę. Ava ma wiele powodów, żeby chcieć sprawę rozwiązać, zaczynając od tego, że zaginiona Mallory jest jej przyjaciółką.
Jest tu kilka bardzo fajnych pomysłów – specyficzne podejście do modnego motywu dark academy, przeplatanie śledztwa sytuacją na posterunku i historią magicznych rodów. Jest dużo więcej klimatu niż było w magicznej Warszawie autorki, chociaż mniej niż w ostatnim londyńskim tomie Jagody. Postacie drugoplanowe są barwne i mają potencjał, żeby wybić się z drugiego planu. Cała postać Williama Doe i jej wykorzystanie jest świetnym mrugnięciem do czytelnika.
Zawiodła… cóż… sama Ava. Jest w zestawieniu bohaterów najmniej ciekawa (mimo historii rodziny) i sprawia wrażenie strasznie miotającej się i biegającej bez celu (w większości scen Ava naprawdę biegnie). Kilka rzeczy związanych z bohaterką jest niewyjaśnionych lub wyjaśnionych zdecydowanie za późno, żeby zatrzeć pierwsze wrażenie braku kompetencji. Ava ma lekką paranoję dotyczącą jednej z postaci, czytelnik bardzo długo nie dowiaduje się dlaczego, mimo że jest to istotna dla fabuły informacja, a kiedy już się dowiadujemy – bohaterce nagle przechodzi. Tak trochę z powietrza i bez powodu. Również metody prowadzenia śledztwa policjantka ma bardzo… specyficzne. Jest to uzasadnione fabularnie i sensowne, ale nie zmienia to faktu, że te metody sprawiają, że Ava zamiast być wyrazista i widoczna na pierwszym planie, jest przyczajona w cieniach. Żadna z tych rzeczy osobno nie byłaby problemem, ale wszystkie razem już są i sprawiają, że główna postać trochę ginie w tłumie.
Drugim minusem jest atmosfera powagi i napięcia panująca przez cały czas – i to nie tylko w narracji. To, jak bohaterowie mówią, zachowują się i myślą (uczniów szkoły nie liczę), sprawiło, że byłam przekonana przez dłuższy czas, że mamy do czynienia z ludźmi doświadczonymi, ze stabilną karierą, którym może i daleko do emerytury, ale równie daleko od ukończenia studiów. Ku mojemu zdumieniu okazało się, że oni mają po 27 lat. A nie 45, na które się zachowują. Nie jest to wielki minus, raczej ciekawostka, bo najczęściej bohaterowie nie zachowujący się na swój wiek są infantylni do bólu.
Jest to fajny początek nowej serii, wygrywa zdecydowanie z pierwszym tomem Wilczej Jagody, ale nie z ostatnim. Jeśli ktoś zamierza sięgnąć po Cienie, a chciałby przeczytać Zaklęcie dla czarownika, to polecam to zrobić najpierw, bo spoilerów jest sporo, mimo że postacie pojawiające się w poprzedniej serii są tylko wspominane.