
(3,5 / 5)
Po Czterech porach roku (czyli Czterech porach magii) tym razem dostajemy klasyczny magiczny zestaw: powietrze, ziemię, ogień i wodę.
Zawieje, zamiecie Mileny Wójtowicz po raz kolejny przenosi nas do magicznej społeczności mieszkającej gdzieś w okolicach Wrocławia. Jednak tym razem nie natkniemy się na Sabinkę z Ewunią, tylko na wietrzycę. Nie dostaniemy też lekkiej, radosnej i chwilami absurdalnej głupawki często obecnej w tej serii. Jest poważnie, chwilami paranoicznie, a chwilami smutno i melancholijnie. Trzeba przyznać, że opowiadanie ma klimat – i to nie tylko wiatru, ale też jesiennej melancholii. Bardzo sympatyczny tekst, mimo że zdecydowanie inny niż standardowe obrazki ze świata autorki.
Jak długo żyje motyl, czyli ziemia w wersji zabetonowanej i polanej sosem z humoru Marty Kisiel. Filomena, Kira i Tomira tym razem prowadzą w zestawieniu, mimo że sylwestrowe opowiadanie z poprzedniego tomu niezbyt przypadło mi do gustu. Panie dostają do towarzystwa rozgogolonego żigolaka, pojawia się już znany maniak planszówek (za docinki planszowe należy się dodatkowy plus) i rewitalizacja. Rewitalizacja, która nie tylko sprowadza kryzys do kawiarni Tomiry, ale też coś dużo gorszego.
Nad tekstem zdecydowanie unosi się duch Buffy, a autorka jak zwykle przepięknie wyciska z języka ojczystego, co się tylko da i jeszcze trochę. A zamiast wisienki na torcie dodaje Cerbera. Ja poproszę dokładkę.
Wspomnienie ognia Magdaleny Kubasiewicz – po radosnej i komediowej ziemi ogień na nowo wprowadza czytelnika w nastrój bardziej paranoiczno‑melancholijny. Hel, strażaczka i wiedźma ognia, musi się zmierzyć z żywiołem i swoją przeszłością. Czytelnik ląduje w świecie Wilczej Jagody, i jak teksty z tego uniwersum wychodzą autorce różnie, tak ten akurat sprawdza się całkiem nieźle. Jest suspens, jest klimat, jest odpowiednia dawka magii. Miałam wrażenie, że problemem jest sama Hel – zbyt mało ciekawa i wyrazista, żeby całość zapadła w pamięć na dłużej.
Wnuczka morza jest tekstem dość nietypowym jak na Jadowską, bo mocno sentymentalnym. Żeby nie powiedzieć: łzawym. Nie dostaniemy tu wybuchowej magii Koźlaczek, żadnych śledztw ani akcji jak z sensacyjnego filmu. Ot, dziewczyna szuka swoich korzeni, wspomina i prowadzi małe rodzinne poszukiwania. Był tu fajny klimat zamkniętej społeczności, tajemnicy i milczących uparcie ludzi, trochę jak z nordyckich kryminałów. Jednak zabrakło mi tego samego, czego brakowało bohaterce – informacji. Zbyt dużo niedopowiedzeń i tajemnicy sprawia, że czytelnik wie niewiele więcej przed, jak i po skończeniu tekstu. Zabrakło mi informacji o wyspie i latarni, i o matce bohaterki. Do tego stopnia, że trudno utożsamić się ze światem i miejscem, o którym nic nie wiemy. Zmęczył mnie ten tekst ciągłym brakiem odpowiedzi.
Sympatyczny zbiór, który dobrze się nada na krótszy lub dłuższy wieczór. Tym razem autorki podeszły do swoich tematów z trochę innym klimatem i inną dozą humoru niż poprzednio. Niektóre teksty sprawdziły się lepiej, inne mniej – jak to w antologii. Jednak jest to równie dobry zestaw jak Cztery pory magii, mimo że tym razem inna autorka zdobyła u mnie palmę pierwszeństwa.