David Weber, Jane Lindskold – Czas ognia (dwugłos)

czas-ognia

Długie, suche lato, jak wiadomo, sprzyja pożarom lasów. Kiedy lato trwa kilkanaście miesięcy a lasy porastają większość planety jest to poważny problem. Tym bardziej, że Służba Leśna nie może narzekać na nadmiar sprzętu i ludzi. Na dodatek niedawno okazało się, że na drzewach mieszkają rodzimi mieszkańcy planety – futrzaści i sześciołapi i mający swoje metody walki z ogniem, ale również będący w niebezpieczeństwie i to nawet większym niż osiedla ludzi.
Stephanie, jako Strażnik na okresie próbnym jest skierowana do patrolowania terenu, ale poza pożarami ma też inny problem – nową ekipę naukowców z innego państwa wysłaną żeby zbadać treekaty.
Czas ognia to kontynuacja Pięknej przyjaźni – spin-offu serii Honor Harrington o przygodach jej praprababki i pierwszym zetknięciu z treekatami – rdzennymi mieszkańcami planety Sphinks.
Seria z założenia jest skierowana do młodzieży, i jak pierwszy tom był rozwinięciem znanego fanom opowiadania i można go było też polecić dorosłym jako trochę lżejszą lekturę, tak Czas ognia jest już powieścią typowo młodzieżową. I to zdecydowanie nie powieścią w stylu Igrzysk Śmierci na przykład, ale skierowaną raczej do młodszych czytelników. Jest tu zdecydowanie mniej akcji i napięcia niż w pierwszym tomie, a czytelnik nie ma najmniejszych wątpliwości, że i tak wszystko skończy się dobrze. Seria jest wynikiem pracy duetu Weber i Lindskol i mam dziwne wrażenie, że Weber był bardziej odpowiedzialny za tom pierwszy, a pani Lindskol za drugi – bo nie wierze że człowiek, który jest w stanie opisać bitwę kosmiczną na parę rozdziałów tak, że trudno się oderwać od poszczególnych słów napisał coś co można spokojnie odłożyć w samym środku opisu gaszenia pożaru, żeby zrobić sobie herbatę.
Dla fanów serii plusem będzie możliwość poznania historii treekatów i ich społeczeństwa, ale to raczej nie uratuje ich od ziewania. Młodzieży może się spodobać historia Stephanie – lekko wyobcowanej i inteligentnej nastolatki, i jej perypetie sercowo-zawodowe zwłaszcza jeśli komuś przypadł do gustu pierwszy tom (bo od drugiego nie ma co zaczynać lektury).
Przeciętniak

———————————————————————————————————————————————————————————-by Atisza ————-

Lubię treecaty. Lubię je jako „kotowate” i lubię jako obcą inteligentną rasę.  Mogę, nie popadając w przesadę stwierdzić, że to właśnie treecaty sprawiły, że tak bardzo polubiłam space operę Webera. Owszem Honor to doskonale napisana postać, uniwersum w którym żyje jest doskonale skonstruowane i nawet taki „upierdliwiec” jak moja szanowna przedmówczyni nie ma się za bardzo do czego w nim czepić, ale treecaty… to po prostu treecaty. Uosobienie wszystkich marzeń o najwierniejszym przyjacielu, ukochanym powierniku i obrońcy, przy jednoczesnym zachowaniu cech najmilszego pluszaka. Szkoda, że  spółka Weber – Lindskold  tworząc cykl opowieści o treecatach poszła tak bardzo w kierunku „młodzieżowatości”.  Za dużo bajkowości, za dużo mentorskiego tonu, za dużo wręcz dziecinności. I za mało treecatów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *