Faizal Hafsah – Herbaciany sztorm

1 out of 5 stars (1 / 5)
Jest to pierwsza i pewnie nie ostatnia książka, na którą trafiłam, a która sprawia wrażenie, że napisał ją ChatGTP. Tak na zasadzie: „weź wszystkie najlepiej się sprzedające serie fantasy ostatnich lat, dodaj do tego wampiry i napisz YA, korzystając ze wszystkich klasycznych motywów i tropów”. I tak właśnie mógłby powstać Herbaciany sztorm.
Mamy tu odpryski wszystkiego: Kate Daniels Ilony Andrews, Griszów Leigh Bardugo (Dziewięciu Wron tak konkretniej), Assassin’s Creed (aż za bardzo) i wampirów, z naciskiem na True Blood. Jest nawet lekka nuta Legend i latte. I oczywiście klasyczny trójkąt miłosny.
Jedynymi oryginalnymi pomysłami są woda kokosowa (za którą stoi nigdy nie wyjaśniona i przez to mocno absurdalna idea) i wytykanie Imperium (pseudo-brytyjskiemu) kolonializmu, co akurat jest fajnym pomysłem i jest dobrze zrobione, jako jedna z niewielu rzeczy w tej powieści.
Fabuła jest mocno pretekstowa i zajmuje zdecydowanie więcej stron niż powinna, bo jest rozdzielona na kilka punktów widzenia. Przy tym modne ostatnio POV są bardzo wybiórcze i obejmują tylko trójkę bohaterów z pięcioosobowej drużyny. Biorąc pod uwagę, że pozostała dwójka głównie objawia się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie mocą imperatywu narracyjnego, dostarczając przedmiotów i informacji, to może i lepiej, że punkty widzenia ograniczają się do Artie, Jina i Flick.
Artie jest męczącą, pyskatą, klasyczną do bólu, irytującą Mary Sue. Zaczynając od tego, że ma być wyjątkowa, super specjalna, genialna i bezczelna. A jakby jeszcze do czytelnika nie dotarło, że zrobi się jeszcze bardziej super wyjątkowa, ma broń imieniem Caliborn, którą wyjęła z kamienia. Czy ktoś ma jakiekolwiek pytania i wątpliwości, co do przyszłości bohaterki?
Jin – to trochę Jasper z Dziewięciu Wron, trochę Arsène Lupin, przy tym miałam wrażenie, że autorka nie może się zdecydować czy ma być bardziej dżentelmenem, czy bawidamkiem. Flick jest zbuntowaną, wyjątkowo nieprawdopodobną księżniczką. Jeszcze jestem w stanie uwierzyć, że dziewczę trzymane pod kloszem nauczyło się fałszować dokumenty (bo miało ich sporo pod ręką). Ale odlewnictwo i metalurgię, to chyba ogarniała przez sen albo na kursie korespondencyjnym.
Bohaterowie nie przekonali mnie do siebie na tyle, żebym się zainteresowała ich losami. Wręcz przeciwnie – liczyłam na to, że ktoś ich w końcu utłucze i książka szybciej się skończy. Konstrukcja świata jest może i oparta na podbojach Imperium Brytyjskiego, ale z autorskimi dodatkami, które są niedopowiedziane i niesprecyzowane do tego stopnia, że utrudnia to poznanie świata. Co też wpływa negatywnie na intrygę. Jednym z niewielu ciekawych pomysłów jest herbata – bardzo wyspecjalizowana herbaciarnia w tych niewielu fragmentach, w których się pojawia tworzy ciekawy klimat i pokazuje, że książka mogłaby być dużo ciekawsza i bardziej klimatyczna, jakby autorka skupiła się na tym pomyśle.
Męczące to było i nudne. Intryga się wlecze, bohaterowie są nijacy lub antypatyczni, a parę fajnych i oryginalnych pomysłów ginie zasypane kalkami z książek, seriali i gier.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *