Gołkowski Michał – Komornik. Tom 2. Rewers (dwugłos)

Więcej. Szybciej. Mocniej. Mroczniej.
Tak w sumie można by podsumować drugi tom
Komornika. Z rozpędu prawie że bym dodała: lepiej. Ale tu trochę rękę mi drgnęła, na chwilę obecną niech będzie: równie dobrze.
Zek zgodnie z zakończeniem poprzedniego tomu i podtytułem tego wyrusza w stronę mroku – w stronę Rewersu. Dzięki czemu poznajemy drugą stronę nieudanej Apokalipsy. Jest krwawo, mrocznie i na dodatek wszystko dzieje się szybciej niż w pierwszym tomie, bo już nie trzeba wprowadzać czytelnika w świat przedstawiony. Do tego autor nie spoczął na laurach i nadal zaskakuje. I nadal co jakiś czas wyciąga królika z kapelusza a czytelnik zbiera szczękę z podłogi i ma ochotę krzyknąć „ale zaraz, to nie ma sensu…”, a po chwili okazuje się, że w tym świecie jednak ma. Na dodatek, mimo że świat jest coraz bardziej rozbudowany i coraz bardziej znajomy nawet przez chwilę nie ma się wrażenia, że autor postawił już ostatnią kropkę nad i. I że nie ma już żadnego asa w rękawie. Ma się raczej wrażenie, że ma ich nadal co najmniej kilka.
Poza wartką akcją, dostajemy nie tylko kolejne przebłyski z przeszłości Komornika, ale też kilku barwnych bohaterów drugoplanowych. Może nie szalenie rozbudowanych, ale dobrze komponujących się ze światem.
Rewers zdecydowanie nie cierpi ani na syndrom tomu drugiego, ani na zwolnienie akcji w przygotowaniu na wielki finał, co zdarza się aż za często.
Więc czemu nie jest lepiej? Bo zakończenie od pewnego momentu jest dosyć przewidywalne jednak. Co prawda metoda podania dużo wynagradza, no ale… Poza tym w przeciwieństwie do poprzedniego tomu tu mi jedna rzecz trochę zazgrzytała. Co prawda nie jakoś bardzo i na dodatek ani na fabułę, ani na logikę nie wpływa w żadnym stopniu, ale niezbyt mi pasowała do całości… chociaż może to kwestia gustu.
Momentami jest lepiej, momentami… równie dobrze co w tomie pierwszym. Zdecydowanie nie jest to książka dla wszystkich, ale ci którym podobał się tom pierwszy na pewno nie zawiodą się na drugim. A ja niecierpliwie czekam na trzeci.

 

—————————————————————————————————————————————— by K.Wal

Po przeczytaniu drugiego tomu zadałam sobie pytanie jak to możliwe, że przed księgarniami w których na półce leży Komornik nie stoją jeszcze pikiety odmawiające różaniec za czytelników i nikt nie grzmi z ambony na autora. Przecież przy wyczynach autora Rewersu Klątwa jest słaba, a Harry Potter to zgoła dziecięce igraszki. No naprawdę, obrońcy tego i owego zaspali tym razem haniebnie i dopuścili by w naszych polskich, katolickich księgarniach wylegiwało się na półkach dzieło tak bluźniercze. To, że autor postanowił solennie zabawić się z Biblią już wiecie. To, że pojechał po bandzie, porównując już w pierwszym tomie raj do obozu koncentracyjnego, a niebiosa do korpo – już wiecie. Nie powiem Wam co zmajstrował w tomie drugim, bo zepsułabym Gołkowskiemu cały efekt, nie mniej jeśli zdecydujecie się na czytanie, miejcie świadomość, że zszarga wszelkie świętości i zabełta w głowach wywracając wszelkie znane biblijne paradygmaty. Jeśli przeskoczymy nad tymi “drobnostkami” dostaniemy kawał solidnej postapo, może mniej odkrywczej niż tom pierwszy, bo tym razem autor eksploatuje znany motyw wiecznej zimy i wiecznego mroku, ale dalej doskonale napisanej. Napisanej z przytupem, przewrotnie, z żywymi i barwnymi postaciami, z niezłymi dialogami i monologami głównego bohatera. Zastanawiałam się, czy nasz Komornik jest rzeczywiście podobny do bohaterów Abercrombiego, ale jakoś nie za bardzo mi pasuje takie porównanie. Może dlatego, że bohaterowie tego ostatniego są bardzo “sieriozni”. A komornik choć równie a może nawet bardziej psychicznie poharatany – uciekł w sarkazm, drwinę, śmiech przez łzy. No i jest piekielnie inteligentny, bo żeby tak drwić z rzeczywistości to rozumek trzeba mieć, że hej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *