
(4 / 5)
Kiedy sięgam po kolejną książkę Kingfisher, już trochę wiem, czego się spodziewać. Wiem, że autorka zdemoluje znany motyw, podejdzie do niego z innej strony albo rozbierze na czynniki pierwsze i złoży z nich całkiem inną mozaikę, która tylko z daleka przypominać będzie pierwotny obrazek. I trochę zakładam się sama ze sobą, czy zgadnę, co tym razem zaserwuje.
Przyznaję, że zgadłam tylko częściowo, ale nawet nie jestem tym częściowym trafieniem rozczarowana — w końcu Kingfisher ma tak pokrętne (i pokręcone) pomysły, że sielską nazywa powieść zawierającą elementy godne horroru i której raczej dzieciom nie należałoby dawać. No chyba, że ktoś jest fanem baśni braci Grimm. Tych oryginalnych.
Cierń to cieniutka książeczka, którą bez problemu można przeczytać w jeden wieczór. Jednak mimo niewielkiej objętości nie zostawia niedosytu, bo autorka wyciska, co może i jeszcze trochę, z w sumie prostego pomysłu wyjściowego i obudowuje go kilkoma pokrętnymi ideami. A czytelnik bawi się wyśmienicie — nie tylko dzięki kolejnym zaskoczeniom fundowanym przez autorkę i nietypowemu podejściu do klasycznych baśni, ale też po prostu śledząc samą historię… która wcale nie jest historią księżniczki. Albo jest bardzo mocno historią księżniczki. Albo dwóch?
W sumie jedyna rzecz, do której mogłabym się przyczepić, to nazwanie bohaterki „wróżką”, co w sumie jest poprawnym i niestety jedynym tłumaczeniem słowa „fairy”, więc nawet pretensji do tłumaczki mieć nie mogę. Raczej do braku kompatybilności języka polskiego z angielskim. W końcu po polsku wróżka kojarzy się z obiektem latającym płci żeńskiej, zaopatrzonym w kieckę. Przy tym i kiecka, i obiekt mogą mieć różne kształty i rozmiary. I raczej nikt o zdrowych zmysłach nie nazwałby ani rusałki, ani tym bardziej utopca czy innego wodnika „wróżką”. Za to do jednego i drugiego nadal dobrze pasuje angielskie „fairy”. Do innych magicznych stworów z legend zresztą też. Przez to momentami niektóre fragmenty trochę zgrzytają w tłumaczeniu, ale nie wpływa to jakoś bardzo na odbiór całości.
Polecam. Przeczytajcie. Dla księżniczki. Dla Ropuszki. I dla dobrze wychowanego rycerza. Warto.