Schroeder Karl – Słońce słońc. Pierwsza księga Virgi (dwugłos)

slonce-slonc-pierwsza-ksiega-virgiHayden Griffin jest młodym i świetnie zapowiadającym się pilotem, który ma w życiu tylko jeden cel – zabić morderce swoich rodziców i człowieka, który podbił jego kraj – admirała Chaisona Fanninga. Kiedy, po latach, udaje mu się dostać w pobliże admirała wszystko się nagle komplikuje i plan przestaje być taki prosty, jak się na początku wydawało.
Zresztą w sztucznie stworzonym świecie Virgi niewiele rzeczy jest takich, jakimi wydawały się być. Mieszanki gatunków najczęściej kończą się źle. Im więcej gatunków i wątków jest wrzuconych do kotła tym danie jest trudniejsze do strawienia. W Słońcu słońc jest wszystkiego po trochu: SF, steampunka, powieści przygodowej, zemsty, romansu i military fiction, a wszystko to okraszone tajemnicami i spiskami. Statystyka zapowiadała katastrofę. Ta sama statystyka zaczęła zapowiadać kataklizm, kiedy okazało się, że autor namieszał w fizyce i wyłączył grawitacje.
Virga jest gigantycznym balonem z powietrzem, w którym dryfują miasta, skały i jeziora wody. W centrum tego sztucznego świata jest Candesce – Słońce słońc, dające światło i ciepło centralnym księstwom. Państwa mające nieszczęście dryfować w środkowych rejonach balonu muszą zbudować własne słońca lub zostać wasalami potężniejszych sąsiadów. Przy nieoświetlonej powłoce balonu króluje ciemność, zimno i powietrzni piraci. Brak grawitacji wymusza nietypową konstrukcję miast i statków powietrznych, które starają się ją wytworzyć. Wpływa również na inne rozwiązania techniczne i socjologiczne od aerocykli przez lampy aż po pogrzeby.
Tym razem statystyka nie miała racji. A Schroeder jest wyjątkiem potwierdzającym regułę; stworzył barwny, niezwykły i bardzo przemyślany świat, który zapełnił odpowiednimi wynalazkami i ciekawymi ludźmi. Mieszanka gatunków, mimo że zaczyna się jak banalna historia o zemście szybko rozwija się z włożoną i wciągającą fabułę od której ciężko się oderwać. Bohaterowie nie dość, że nie popełniają błędów godnych postaci z tanich horrorów to jeszcze mają ciekawe pomysły i zmieniają się pod wpływem wydarzeń.
Słońce słońc kojarzyło mi się z Rozgwiazdą Wattsa, mimo zdecydowanie lżejszego klimatu i bardziej przygodowej fabuły tak samo wciąga w nowy, niezwykły, bardzo plastyczny świat.
Mam nadzieje, że ktoś przejmie pałeczkę po zamkniętym Ars Machina i wyda pozostałe cztery tomy. Historię Haydena można co prawda skończyć na pierwszej części, ale szkoda by było rozstawiać się z tak świetnie pomyślanym światem.
Polecam.

———————————————————————————————————————————— by K.Wal

Science fiction jako gatunek nie ma ostatnio dobrego okresu, albo ja miałam sporo pecha i trafiałam na same gnioty. Toteż do „Słońca” podchodziłam nieco podejrzliwie, tym bardziej, że wielką fanką steampanku nie jestem.  Tym przyjemniej się rozczarowałam. Słońce słońc, to dobra książka, przypominająca w ogólnym wydźwięku trochę „całą prawdę o planecie KSI”. Nieco metafizyczna, nieco filozoficzna, nieco przegadana. Dla mnie to nie tyle opowieść o wielkiej wyprawie pirackiej, w przedziwnym świecie Virgi, ile opowieść o wielkiej zdradzie. Bo w tej książce tak naprawdę wszyscy zdradzają wszystkich. Zdradzają nawet siebie samych, bo Gryffin ostatecznie nie wykonuje tego co planował. Podoba mi się klimat powieści, mroczny, brudny, brutalny, klaustrofobiczny. Podoba opis światów. Co prawda trudno mi sobie wyobrazić miasta ale to już problem mojej wyobraźni, a nie pisarstwa autora. A ten stworzył przemyślaną i szeroką wizję dziwacznego przestworu Virgi. Nie podoba mi się natomiast sposób opisywania bohaterów. Są według mnie dość płascy, zdefiniowani przez jedną cechę, tekturowi. A do kompletu – wszyscy jak jedna postać są niesympatyczni. O ile więc jestem ciekawa co stanie się dalej ze światami Virgi o tyle w nosie mam to jakie będą dalsze losy Gryffina.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *