Adams P.K. – Ciche wody. Cykl Zbrodnie na dworze Jagiellonów.

1 out of 5 stars (1 / 5)Książka którą Wam przestawiam nosi na okładce dumny napis: “Pierwszy tom cyklu kryminałów historycznych”. I to głownie z powodu tego oświadczenia sięgnęłam po powieść nieznanego mi autora, czy raczej Autorki, bo P.K. Adams to pseudonim literacki. Jagiellonowie i kryminał?  tego jeszcze “nie grali”, a do kompletu miałam nadzieję na lekkie szarganie świętości jakimi w polskiej mentalności są czasy Zygmunta Starego i jego kontrowersyjnej charakternej małżonki. Jednym słowem miało być TAK pięknie. A wyszło … jak zwykle.Aż nie wiem od czego zacząć, bo w mojej opinii powieść ma całe stado wad wszelakich. Że jednak trzeba się na coś zdecydować to może zacznijmy od tła historycznego.  Hm… Autorka chyba nie przemyślała do końca jak wykorzysta historyczny aspekt powieści. Czy będzie to powieść maski, w której stroje i epokowy sztafaż  posłużą do przekazania prawd ponadczasowych czy będzie to powieść kryminalno – historyczna oddająca wiernie koloryt i myślenie epoki.  W efekcie nie dostajemy ani jedno  ani drugie.  Owszem są historyczne postaci, ale tak płaskie i nijakie, że trudno uwierzyć w ich istnienie. Czytając o naradach u króla czułam się jakbym oglądała obraz w galerii. takie to było papierowe i płaskie. Może jeszcze postać Bony miała w sobie nieco życia. To zresztą generalny zarzut do warsztatu autorki – o ile opisywanie pań idzie jej całkiem nieźle o tyle panowie stanowią nudne przeciętne papierowe tło, istny zapychacz treści. Z historycznych “elementów” dostajemy jeszcze nieco opisów obyczajów, posiłków oraz strojów. Niestety opisy tych ostatnich doprowadzały mnie do szewskiej pasji, bo znowu nie wychodziły nic ponad to co możemy dowiedzieć się z obrazów z epoki, za to były długaśne i nużące. Zabrakło za to zupełnie stylizacji językowej. Historia opowiadana przez włoską dwórkę królowej Bony nie ma prawie w ogóle włoskich wtrętów. Ani łacińskich. Zaiste zdolna to była niewiasta, że tak szybko i idealnie opanowała język polski. Skoro zatem nie powieść historyczna to może wątek kryminalny. Oj nie. Zawiodłam się srodze. Zetknęłam się co prawda z recenzjami w których twierdzono, że intryga nie była łatwa do rozwikłania,  ale mnie jakoś nie sprawiła wielkiego kłopotu, za to żmudne naprowadzanie czytelnika na trop zmęczyło solidnie. Wątek może nie ma rażących błędów logicznych ale ciągnie się  i jest mdły jak makaron z dżemem malinowym.

Przeczytałam, odetchnęłam z ulgą i na pewno nie sięgnę po kolejny tom. Już wolę Kraszewskiego. Ten sam męczący styl, a warsztat o niebo lepszy.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.