Andrzej W. Sawicki – Inkluzja (dwugłos)

inkluzjaCzarne Słońce, które powstało w niewyjaśnionych okolicznościach jest źródłem cennych metali i domem górników. Domem bardzo niebezpiecznym – ciążenie i trujące gazy to drobne niedogodności w porównaniu z potworami czającymi się w korytarzach. Zwalczaniem potworów jak wiadomo zajmuje się wiedźmin i Xiu – główna bohaterka jest właśnie wiedźminką. Zmutowana nie za pomocą eliksirów, tylko nanobotów i genetyki żeby przerwać anomalie przestrzenne generowane przez stwory. Żeby było jeszcze zabawniej towarzyszy jej zbroja bojowa z mózgiem poległego braciszka. Ta dwójka znajduje w korytarzach dziecko, którym Xiu zaczyna się opiekować. Dziecko o dziwo nie ma na imię Ciri.
O rany, jak nie mam nic przeciwko futurystycznej wersji Wiedźmina (Rosjanie już to wypróbowali – z całkiem niezłym skutkiem) to dodawanie o tego japońskiego anime i bzdur z zakresu fizyki już jest nie do zniesienia. „Atomowe gazy”, teoria strun, anomalii przestrzennych i wielu wymiarów brzmi może i nieźle jeśli się niewiele wie na ten temat, ale mi co nieco na studiach powiedzieli przez co treść książki wywoływała u mnie na przemian opad szczęki lub chęć walenia głową w biurko. Na dodatek autor jest chemikiem z wykształcenia, mógłby się więc trochę bardziej przyłożyć do tego science, bo tak to zostało samo fiction. Kiedy akcja przenosi się z martwej gwiazdy do bardziej cywilizowanych części galaktyki jest jeszcze gorzej – mamy kosmiczną armadę z dziedzicznymi przywódcami w płaszczach i maskach, legalne gangi, sztucznie wyhodowane mózgi smoków, ćpające ekipy wydobywcze i cierpiącego czytelnika.
A szkoda bo klimat, zwłaszcza na początku, był całkiem niezły, potem zaczęły się mnożyć zapożyczenia, dziwne pomysły i inne niestrawności.
Gniot

______________________________________________________________________________________by Atisza

 

Gdzieś tam daleko w kosmosie jest żelazne słońce. Nikt nie wie jak fenomen ten powstał, za to wszyscy wiedzą, że jest całkiem dosłownie kopalnią metali, w szczególności tych rzadkich. W korytarzach czarnego słońca żyją kolonie górników eksploatujące złoża bezcennych kruszców oraz…….tajemnicze stwory budzące w tychże górnikach paniczny strach. Tak zaczyna się ta bajka. A skoro są jakieś stwory i potwory to i muszą być też łapacze rzeczonych. Dziwnym trafem owi łapacze zwani są… wiedźminami… Wiedźmin zaś jak to wiedźmin szkolony być musi. W szczególności musi dobrze znosić anomalie podprzestrzenne bo to właśnie nimi najczęściej władają owe straszliwe bezkurcyje korytarze mroczne zamieszkujące. Amen.
Główna bohaterka jest rzecz jasna wiedźminką. Ale nie jakąś tam pierwszą z brzegu wiedźminką o nie, nie. Otóż nasza wiedźminka ma do pomocy cyborga w którym zamknęła mózg swojego zabitego na wojnie brata. Zapachniało Full Metal Alchemist? Bardzo słusznie zapachniało. I nie tylko, bo Sapkowskim też zaleci aż miło. Nasza wiedźminka stanie się bowiem później opiekunką, obrończynią i mentorką dziewczynki obdarzonej niezwykłymi mocami. I chyba tylko przez przypadek autor nie nadał dziecku imienia Ciri….
Cóż, pan autor ma generalnie melodię do zżynania pomysłów skąd się da i jak się da. Czytając jego „dzieło” bez trudu połapiemy się, że prócz sagi Sapkowskiego jego wyobraźnię mocno poruszyła też Battlestar Galactica. Zapożyczenia od biedy dałoby się jeszcze strawić, gdyby autor potraktował temat nieco mniej sierioznie, a bardziej z przymrużeniem oka. Ale niestety. Andrzej Sawicki swoją pracę potraktował śmiertelnie poważnie i podlał „fizykawościa”. To, że wpakował do fabuły teorię strun, byłoby do przełknięcia, ale niestety albo wiedzę o nich czerpał z internetu, albo przysnął na wykładzie kiedy o tym mówiono – bo mu się parę razy taka herezja wypsnęła, że aż zabolało. Mnie osobiście najbardziej jednak rozśmieszyła „szczątkowa atmosfera zdegenerowanego gazu atomowego”. Może i brzmi nieźle, ale u jako tako wykształconej osoby powoduje stan lekkiego osłupienia. Tak więc, panie autorze…. Nie każdy rodzi się Zajdlem, nie każdy może być Sapkowskim. I zdecydowanie nie każdy musi wydawać swoje „dzieła”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *