Carlsson Christoffer – Niewidzialny człowiek z Salem

Czy można napisać książkę o tym, jak oszukać szwedzki system ewidencji ludności? No – jak widać – można. Czy warto napisać taką książkę? Z punktu widzenia Autora pewnie tak – dostał jakieś pieniądze, bo ktoś to dzieło przecież wydał. Czy warto ją przeczytać? A, to już inna kwestia…  

Miało to pewnie być coś w rodzaju thrillera kryminalnego, z mrocznym, introwertycznym – i zawieszonym akurat w służbie – policjantem w roli głównej.   A wyszło jak wyszło, w końcu to Szwed, więc skoro taki wewnętrznie pokręcony, to musiał wychować się w złej dzielnicy, miał do szkoły pod górkę i – obowiązkowo – niesie w sobie traumę z dzieciństwa. Znacie? Pewnie tak, bo tak zwana fabuła w tym dziele to zestaw klisz wielokrotnie już przerabianych. Ma być polityka – i jest, co prawda na szczeblu lokalnym, ale zawsze. Ma być erotyka – i jakaś tam jest, w realu i wirtualu, lepsza czy gorsza. Ma być nieudolność policji – i jest, zarówno na poziomie szeregowych funkcjonariuszy (wysłanie do interwencji na wysokości policjanta z tejże wysokości lękiem), jak i wyżej (wrabianie). No i jeszcze jest TEN ZŁY – straszliwy przestępca, który był tak aspołeczny, że przez lata skutecznie unikał „namierzenia” przez system ewidencji ludności, ewidencji działalności gospodarczej, opieki społecznej i czego tam jeszcze…. Wygląda na to, że dla autora jest to działanie gorsze i bardziej społecznie niebezpieczne od jakiegoś tam morderstwa. A po co jego bohater tak się napracował? Ano nic oryginalnego – zwykła, standardowa zemsta, nic nadzwyczajnego.

Po co wiec czytać to dzieło, bardziej wyprodukowane jak napisane? Jak się jest w podróży, to się czyta to, co się wzięło ze sobą. Ale Wam, którzy macie wybór – nie polecam.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *