Covington Dennis – Zbawienie na Sand Mountain. Nabożeństwa z wężami w południowych Appalachach.

3.5 out of 5 stars (3,5 / 5) Każdy z nas ma swoją własną drogę do Boga. Każdy swój własny sposób przeżywania sacrum.  Jedni potrzebują do tego modlitewnej medytacji, inni różańca, kolejni modlitwy językami,  jeszcze inni doświadczenia z wężami. Czy któraś z dróg jest lepsza albo gorsza? Nigdy nie ośmielę się tego oceniać. Są po prostu inne.  Po książkę traktującą o kościołach tak zwanych “wężowników” sięgnęłam właśnie po to, żeby poznać tę inną drogę. Nigdy o nich nie słyszałam i chciałam się czegoś dowiedzieć, a forma reportażu i renoma wydawnictwa gwarantowały, że nie skończy się na taniej sensacji. Owszem, autor nie wpadł w pułapkę sensacji. Nie wpadł również w pułapkę powierzchowności. Nie dostaliśmy też opowieści wyliczanki. Dennis Covington wpadł za to w coś zupełnie innego – reportaż stał się nagle opowieścią biograficzną autora. Błądzeniem po jego własnej historii i jego własnym poszukiwaniu  korzeni, absolutu, a momentami zwyczajnie adrenaliny.  Celowo użyłam tu słowa “błądzenie”, bo trudno tu wyróżnić jakieś założenie, plan, kierunek. Początkowo książką rządzi chaos, przez co czyta się ją trudno, a postać “kaznodziei od wężów” jest tak niesympatyczna, że ma ochotę zrezygnować z lektury.  Później jednak  zaczyna być widać, jak  zdarzenia których był świadkiem uruchamiają w autorze różne procesy – od lekkiej zgrozy poprzez fascynację aż do własnego mistycznego przeżycia. Jak, trochę moim zdaniem na siłę zaczyna szukać w historii rodziny związków z ludźmi od węży. Jakby nagle zapragnął mieć już nawet nie związek ale powinowactwo  z ta niezwykłą grupą. I te – bardzo niekonsekwentne wstawki ( wszak autor pisze, że… nie lubi pisać o sobie) przeszkadzały mi dość zdecydowanie w lekturze. Oceniam je na minus. Podobnie jak sama wiedza o wężownikach. jeśli to jej właśnie szukacie – to tu jej nie znajdziecie. Podobnie jest ze zdjęciami których po prostu nie ma. ( Choć tu akurat wcale nie jestem pewna czy to minus. Być może ich obecność przesunęłaby publikację niebezpiecznie blisko sensacji). Natomiast zdecydowanymi plusami książki była możliwość zajrzenia do niezwykłego świata, zazwyczaj zamkniętego dla ludzi spoza kręgu oraz opis własnego, niemal mistycznego doświadczenia jakie stało się udziałem Dennisa.

Podsumowując – lektura wymaga od czytelnika trochę cierpliwości i nieco wyrozumiałości. Dla zainteresowanych tematem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.