Maniscalco Kerri – Królestwo Przeklętych. Piekielne Królestwa Tom 2

1 out of 5 stars (1 / 5)
Pierwszy tom zamiast entuzjazmu wywoływał raczej ziewanie, ale całość czytało się w miarę płynnie, a niektóre pomysły były tak absurdalne i nielogiczne, że postanowiłam sprawdzić, co będzie dalej.
Drugi tom zaczyna się dokładnie w tym momencie, w którym kończy się pierwszy. I czytelnik razem z bohaterami ląduje w piekle, gdzie ma mieć miejsce zapowiadana od dawna intryga.
Zanim jednak wylądujemy w królestwie grzechu, zostajemy uraczeni proroctwem: bla, bla, bla, coś tam, „wiedźmy i demony zostaną potępione”. Ale demony nie są przypadkiem potępione z założenia? Będą potem potępione bardziej? Tak tylko pytam…
W każdym bądź razie Emilia i Książę Gniewu urządzają sobie spacer po piekle, prosto do dworu księcia, i zaczyna się… nie, wcale nie fabuła, akcja i intryga, tylko festiwal opisów. Sukien, złocień na ramach obrazów, marynarek z obowiązkowym haftem, łazienek, podomek, sufitów, luster, pantofelków i obrazów. Generalnie wszystkiego, co wpadnie bohaterce w oko. Całość przetykana jest wspomnieniami o magii krainy i mocach demonów, ale ich najbardziej spektakularnym przejawem jest biblioteka ze szklanymi półkami. Bo jeśli to nie jest magia, to ja nie wiem co. Tym razem opisy jedzenia i gotowania autorka zostawia sobie na drugą połowę książki, pierwsza to raczej festiwal wystroju wnętrz i diabelskiej mody.
Wszystkie te opisy są przeplatane scenami seksu bądź wizji seksu. Dość szybko można dojść do wniosku, że po pierwsze tom powinien nosić tytuł Królestwo napalonych, a po drugie całość świetnie pasowałaby do znanego fanom fanfiction skrótu PWP, gdzie wątkiem głównym jest seks. A fabuła jest albo pretekstowa, albo nieistniejąca. Więc jeśli ktoś szukał raczej fabuły, to trafił do zdecydowanie niewłaściwego piekła. Jeśli ktoś szukał pornolka, to jest szansa, że będzie się bawił lepiej, jednak po pierwsze jest tu dużo więcej opisów czegokolwiek innego, a po drugie sceny seksu, ze względu na niedobitki fabuły, są opisane w sposób dość specyficzny.
Intryga jest w tym wszystkim tak bardzo nieistotna, że zapomina o niej nawet główna bohaterka, która jest przekonana o swoim sprycie (dorównującym dziecku we mgle) i przerażających mocach (równie przerażających jak nowo narodzone kocię, dla ludzi niemających alergii). Dzięki temu myślowe monologi Emilii są raczej niezamierzonym przerywnikiem humorystycznym. Główna tajemnica tego tomu jest czytelnikowi znana od… tomu poprzedniego. A resztka jakiejkolwiek fabuły i intrygi pojawia się w losowych momentach tylko po to, żeby zasugerować, że może wróci w kolejnym tomie, jak już bohaterowie przestaną się seksić.
Jakby tego wszystkiego było mało, to piekło okazuje się być strasznie nudnym miejscem. Zarówno dla bohaterki – młodego dziewczęcia z XIX wieku, wychowanego w tradycyjnej katolickiej rodzinie – jak i dla czytelnika. Wszyscy tam są biali, wszyscy hetero, a na najbardziej szokującej i zbereźnej piekielnej imprezie największym bezeceństwem jest trójkącik z dodatkiem przetworzonego cukru. A demony nawet rogów i kopytek nie mają. Nuudaaa.
I jak nie potrzebuję do szczęścia orgii wielokątnej, tak wszystkie demony mające ludzką formę i ubrane w garnitury są naprawdę nudne… a piekło przypomina raczej sąsiadujące ze sobą letniskowe dworki znudzonych arystokratów przejawiających zadziwiającą słabość do tatuaży. Ot, kłótnie o przekroczenie miedzy, pokazanie się na przyjęciu w nowej sukni w ramach rozrywki i chęć udowodnienia, jacy to jesteśmy zbuntowani i źli, ale nie za bardzo wiemy, jak to zrobić. Naprawdę, nic tylko czekać na Telimenę i mrówki. Przy tym mrówki byłyby chyba najbardziej oryginalnym elementem fabuły.
Fabuły, intrygi i sensu – nie stwierdzono. Dialogi i interakcje między bohaterami (poza seksem) są równie rzadkie co śnieg w sierpniu. Opisów jest tyle, że jakby autorka była polskiego pochodzenia, to powiedziałabym, że inspirowała się Nad Niemnem. Poza tym jest to PWP. I jak to się mówi: każdemu jego porno, ja akurat książkowego nie potrzebuję do szczęścia, ale mam nieodparte wrażenie, że w tym gatunku też by się znalazły lepsze ekhem… pozycje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *