Mortka Marcin – Listy Lorda Bathursta

Żaglowce wywołują we mnie uczucia… estetyczne, a Morza wszeteczne nie wzbudziły mojej sympatii. Ale mimo to, postanowiłam spróbować i sięgnąć po zdecydowanie mniej fantastyczną, a bardziej awanturniczą powieść Mortki. Który trochę z powodu tego, co tłumaczy, a trochę tego, co pisze staje się naczelnym autorem od statków. Pływających, nie mylić z kosmicznymi.
Peter Doggs, oficer brytyjskiej Royal Navy, trafia przed pluton egzekucyjny za niesubordynację. Ratuje go Bathurst – bogaty, wpływowy i, jak się szybko okazuje, mało dobroczynny, bo z wybawcy zmienia się w szantażystę. I albo uratowany będzie postępować zgodnie z instrukcjami w listach przekazywanymi mu podczas rejsu, albo jego córkę spotka mocno nieciekawa przyszłość.
Doggs szybko przekonuje się, że cała załoga jest zwerbowana przez tajemniczego lorda, a każdy ma inne powody do wierności. Na dodatek instrukcje w listach stają się coraz bardziej podejrzane. I coraz trudniejsze do wykonania, bo na karku siedzą mu korsarze, kaprzy i wszystkie nacje mające interesy w Indiach Wschodnich.
Całe szczęście autor nie zarzuca nas szczegółami takielunku i opisami życia na statku, bardziej skupia się na intrydze i członkach załogi. Szkoda tylko, że nie ma przypisów. Specjalistyczne słownictwo pojawia się, co prawda, dosyć sporadycznie, ale nie wszystkiego da się domyślić z kontekstu. Jako dodatek do intrygi dostajemy też sporo akcji – pościgów, potyczek morskich i nie tylko. A między wydarzeniami na morzu i lądzie jest fajna równowaga.
Bohaterowie są… cóż, typowi dla gatunku, mocno zarysowani i równie mocno wrośnięci w swoje funkcje na statku. Absolutnie nie przeszkadza to w odbiorze – dobrze pasują do klimatu i bardziej rozbudowani nie są za bardzo potrzebni.
Jest klimat, jest sporo akcji, jest nawet dość nietypowa lokalizacja (czytaj: nie są to Karaiby). Szkoda tylko, że zakończenie jest wyjątkowo przewidywalne. I że wszystko od A do Z jest ściśle utrzymane w ramach gatunku. Nie znajdziemy tu zaskoczeń, innowacji, nowości, czegoś wbijającego w fotel, tylko poprawną, klasyczną powieść awanturniczo-marynistyczną.
Sympatyczne czytadło, chociaż pewnie fani gatunku gdzieś już to wszystko widzieli.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *