Peter V. Brett – Wielki bazar / Złoto Brayana

wielkibazarPo raz kolejny stwierdzam – prequele to jedna wielka ściema i odcinanie kuponów od tego co było. Nie opłaca się ich kupować, chyba, że potraktujemy je „leczniczo” jako pewny środek na podniesienie ciśnienia. Mnie w każdym razie ciśnienie podniosło dość  radykalnie.  Po przeczytaniu  „Wielkiego bazaru” poczułam się zwyczajnie oszukana przez autora.  Być może trochę jest w tym i mojej winy,  może zwyczajnie oczekiwałam zbyt wiele. Co prawda w przedmowie autor sugerował, że oto oddaje czytelnikowi do ręki rozdział 16 bis Malowanego człowieka, opowiadający o przygodach Posłańca, ale z drugiej strony sugerował, że są to fragmenty które dla  dobra fabuły i cytuję „dynamiki rozwoju postaci” usunął z powieści. Ja chyba za bardzo nastawiłam się na to pierwsze, podczas gdy autor zaplanował i zrealizował to drugie. W efekcie dostaliśmy „strzępy z szuflady”, czyli zbiór , pardon jaki tam zbiór, trzy niewykorzystane fragmenty wraz z informacją gdzie powinny się znajdować w „Malowanym człowieku”. Osobiście mogłabym się znakomicie bez tej wiedzy obejść. Owszem, to są dobrze napisane fragmenty. Ale tylko fragmenty. Okrawki. Ogryzki. Ścinki poprodukcyjne. Te opowiadanka w zamyśle miały uzupełnić historię Arlena. W moim odczuciu niczego nie uzupełniły ani nie wyjaśniły.  Dostaliśmy również Grymuar runiczny oraz  słownik krasjański. Bez nich również jakoś mogłam się obejść do tej pory, ich brak w niczym mi nie przeszkadzał ani nie pomagał w lekturze „Malowanego człowieka” czy „Pustynnej włóczni”. Nie sądzę również, żeby jakoś szczególnie przydał się w trakcie lektury „Wojna w Brzasku dnia”.

A wiecie co mnie wkurza najbardziej? Mogłam te trzydzieści kilka złotych wydać na jakąś naprawdę ciekawą książkę….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *