Philippa Gregory – Czerwona królowa (cykl Wojny kuzynów t.3)

czerwona

by Atisza

Najnowsza zdobycz, przeczytana dzisiejszej nocy. Przeczytana jednym tchem, co może świadczyć z jednej strony o tym, ze książka dobra ale z drugiej o.. trudnościach z zasypianiem. Oj trudność to ja miałam, ale ze wstaniem rano do pracy..

Wracając do książki. Kolejna pozycja autorki przez jednych cenionej za popularyzację historii Anglii widzianej oczami kobiet, które się w tej historii szczególnie zapisały – jak kolejne żony i nałożnice Henryka VIII, Maria Stuart, czy Elżbieta I, przez innych niemożebnie mieszanej z błotem, za.. hm, jak to leciało…
„historia dla kucharek”, „hist(e)oryzowane romansidła”, „literatura feministyczna” i tak dalej. O ile mogę zgodzić się z takimi ocenami w stosunku do książek „Meridion”, „Dziedzictwo” czy „Dziecko Szczęścia”, o tyle w stosunku do cyklu królewskiego, takie oceny wydają mi się przesadą. Owszem, to kobiety są bohaterkami powieści. To ich losy są kanwą, swoistą podstawą basową opowiadanej historii. Ale jednocześnie autorka pokazuje świat wielkiej polityki, owe niebezpieczne, żywe szachy, w które grają tak naprawdę wszyscy niezależnie od płci, a wygrana nie zależy od drugorzędnych cech płciowych, ale od pokładów sprytu, bezczelności, okrucieństwa i zasobów finansowych. Ot i tyle.
„Czerwona królowa” nie jest może szczytem osiągnięć pisarskich Phillippy Gregory, daleko jej do „Kochanic Króla”, czy nawet „Błazna Królowej”, ot dobra, porządnie napisana książka, oparta jak to zwykle u tej autorki na starannie zebranym materiale historycznym. Autorka podjęła się w niej dość trudnego zabiegu – a mianowicie „weszła w buty”  dziesięciolatki, owładniętej  trudno powiedzieć czy to specyficzną manią wielkości,  czy bardziej  religijną fiksacją. Dość powiedzieć, że dziewczę jest przekonane o swojej wyjątkowości oraz tym ze ma do spełnienia MISJĘ, jak co najmniej Joanna D’Arc. A mowa o Małgorzacie Beaufort , matce założyciela dynastii Tudorów. Autorka ściąga w najlepsze tę tak ważną dla anglików postać z piedestału i co tu kryć nieco nią pomiata. Naiwna, by nie rzec głupiutka dziewczynka plącze się bezradnie w świece dorosłych, którzy przestawiają ją jak pionek, wykorzystują i oszukują. Najpierw jest dla większości otoczenia tylko macicą, potem kartą przetargową. Wreszcie, gdy dojrzeje zaczyna sama rozdawać karty. A jej fiksacja religijna o dziwo pozwala jej przetrwać wszystkie przeciwności losu i dopiąć swego. Nie udało mi się przeczytać tej książki na zimno i spokojnie. Z jednej strony parskałam zduszonym chichotem nad monologami dzieciaka, z drugiej kręciłam głową nad jej zarozumialstwem i naiwnością, z trzeciej, widząc cynizm innych postaci  powarkiwałam sobie w duchu.
Moim zdaniem książka dobra, napisana pięknym językiem i bardzo dobrze przetłumaczona, choć mam świadomość, że nie każdemu może przypaść do gustu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *