Piekara Jacek – Świat inkwizytorów. Płomień i krzyż. Tom 2

3 out of 5 stars (3 / 5)
Pierwszy tom nie wywołał mojego entuzjazmu i kiedy sięgnęłam po drugi nie spodziewałam się ani ewolucji, ani rewolucji, ani dobrej książki. I zostałam pozytywnie zaskoczona – po raz pierwszy i obawiam się, że ostatni, jeśli chodzi o Świat Inkwizytorów.
Tym razem dostajemy sześć opowiadań. Ku mojemu zaskoczeniu są to opowiadania nie dość, że o kobietach, to jeszcze o kobietach potężnych, mogących zdecydowanie więcej niż pójść do łóżka z (nie)odpowiednim facetem – bo do tego najczęściej sprowadzała się rola kobiet w tym świecie.
I nagle cały świat staje się ciekawszy i pełniejszy, bo każda z tych kobiet, razem ze swoją historią, wnosi jakiś fragment wiedzy o świecie i hurtowo zostają nadrobione wszystkie wyjątki od reguły. Nagle okazuje się, że druga połowa ludzkości może ciut więcej niż służyć za umilacz krajobrazu i ogrzewacz łóżka. Na dodatek te wyjątki dobrze się wpasowują w to, co już znamy – autor nie szaleje z równouprawnieniem i feminizmem, co by mocno odstawało od reszty świata, a nasze bohaterki nadal są ograniczane konstrukcją uniwersum. Dzięki temu dostajemy nie tylko zestaw ciekawych bohaterek, ale też zestaw ciekawych informacji.
Niestety tu wychodzi po raz kolejny problem pozostałych tomów i chyba też kolejności wymyślania świata przez autora. Bo takie wyjątki nawet nie są zasugerowane w pozostałych tomach, które są chronologicznie późniejsze. Dowiadujemy się też bardzo istotnej rzeczy o historii inkwizycji. I nic z tego nie wynika – nigdy nie jest ten fakt wspomniany, rozważany i przypominany. A biorąc pod uwagę pozycję Mordimera – narratora i bohatera pozostałych tomów – powinien on o tym albo wiedzieć od samego początku, albo też się dowiedzieć w którymś momencie. A tu nic, zero, null – autor wymyślił dodatek do historii całego świata, który powinien mocno na ten świat wpływać, ale obejmuje jeden tom prequela.
Wszystkie historie kobiet spina razem postać Arnolda Loewefella, który jest świetnym potwierdzeniem, że po pierwsze postać Mordimera nie wyszła autorowi przypadkiem (a nawet jeśli, to późniejsza konsekwencja w jej prowadzeniu przypadkowa nie jest) i też potwierdza moją tezę, że nawet jakby zostawić w spokoju brudne, brzydkie, brutalne i zakłamane pseudo średniowiecze, a pozbyć się głównego bohatera, to dostalibyśmy o wiele lepsze książki. I to mimo całej mojej sympatii do antybohaterów. Arnold Loewefell jest nie tylko zaprzeczeniem Mordimera pod wieloma względami, dzięki czemu jest postacią, której zdecydowanie łatwiej kibicować. Jest też postacią dużo ciekawszą – nie tylko z powodu swojego charakteru, ale też wnosi ze sobą wiele dodatkowych niewiadomych (i parę wiadomych) do świata przedstawionego. A kibicowanie mu też wcale takie jednoznaczne nie jest. Niestety jest też chodzącym potwierdzeniem, że facet, aby nie być dupkiem w tym uniwersum musi być aseksualny i mieć amnezję.
Mimo wszystkich zalet i mimo tego, że jest to jedyny z tomów Świata Inkwizytora, który nie tylko mi się podobał, ale też po którym mam ochotę sięgnąć po tom następny, Płomień i krzyż ma też parę wad. Przede wszystkim bohaterowie kręcą się w kółku wzajemnej adoracji, co trochę trudno kupić, a każda kolejna postać jest jeszcze bardziej potężna/ magiczna/ niezwykła niż poprzednia, więc prawdopodobieństwo wewnątrz świata zaczyna trochę zgrzytać.
Trudno mi powiedzieć czy czytając drugi tom zgodnie z obecnie obowiązującą chronologią, czyli faktycznie jako tom drugi, a nie jako szósty czy siódmy, odniosłabym równie pozytywne wrażenie. Możliwe, że nie, bo wszystkie pozytywne zaskoczenia są wynikiem kontrastu z pozostałymi, znanymi mi tomami. Za to na pewno pozostałe tomy czytałoby mi się dużo gorzej ze znajomością Płomienia (co zresztą udało mi się przetestować i Dotyk Zła czytało mi się koszmarnie). I jak nigdy nie uznałabym Dotyku za dobrą książkę, to być może nie byłaby to też kategoria: omijać z daleka szerokim łukiem, a najlepiej podpalić.
Ku mojemu zaskoczeniu z chęcią sięgnę po tom trzeci Płomienia – niektóre z wątków i postaci były na tyle ciekawe, że szkoda byłoby nie poznać zakończenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.