Robert J. Sawyer – Ludzie (Neandertalska Paralaksa t.2)

ludzie Tę książkę przeczytałam już dość dawno. Ale jakoś nie mogłam się zebrać do jej zrecenzowania. Może dlatego, że drugi tom opowieści o ludziach i neandertalczykach rozwija się w spodziewany sposób w spodziewanym kierunku. To jeszcze od biedy można strawić, ostatecznie nie byłaby to pierwsza książka, w której autor niespecjalnie ukrywa swoje zamiary co do rozwoju fabuły. Dopóki nie jest to kryminał  nie ma się czego czepiać, choć jak chyba każdy wolę książki, w których autor zmusza mnie do biegania za mylnymi tropami. Natomiast to co mnie nieodmiennie denerwuje  i drażni w książkach to moralizatorstwo, nachalne wciskanie przekonań i przerysowania. A tych mamy w „Ludziach” do woli. Po powrocie do równoległej rzeczywistości neandertalczycy dowiadują się o istnieniu ludzi.  Oba gatunki są siebie wzajemnie ciekawe. Kiedy więc zostaje utworzony  stabilny tunel z jednego świata na drugi i zaczynają się wzajemne wizyty niemal od razu pojawiają się nieporozumienia.  Bo oba gatunki w sposób naturalny się siebie boją.  Nietrudno też się domyśleć, kto przoduje w ksenofobicznych zachowaniach. To przerysowanie nr 1. Ludzie przedstawieni są jako niestabilne emocjonalnie, zawistne monstra, których niemal jedynym celem jest zdobywanie nowych przestrzeni i niszczenie ich. Sympatyczna  opowieść z pierwszego tomu zaczyna oscylować w kierunku opowiastki filozoficznej. Wiem, że my ludzie to generalnie paskudny gatunek, ale takie obsmarowywanie  go w czambuł to jedna z tych rzeczy, które popsuły mi lekturę. Przerysowanie nr 2 to rzecz jasna wyższość i altruizm neandertalczyków.  I tu pojawia się kolejny filozoficzno – biologiczny bełkot – neandertalczycy są dlatego tacy super, hiper i ober, ponieważ ich rozwój społeczny poszedł w kierunku całkowitej eliminacji jednostek brutalnych, agresywnych i wrednych… Jedyną karą za zachowania agresywne jest natychmiastowa kastracja agresywnego osobnika, jego potomstwa, rodzeństwa, rodziców, żeby się „brzydkie” geny dalej nie rozłaziły. Innym przerysowaniem jest podkreślanie społecznych aspektów związanych z rozmnażaniem się. Neandertalczycy starannie omijają swoje samice zwłaszcza tuż przed okresem uważając je wtedy za hm… nie do końca bezpieczne.  Przypomina wam to pewną obiegową opinię o kobietach? No właśnie… I tak właśnie plecie się nam opowieść o dwóch światach  i dwóch rasach, z których jedna żyje w niezniszczonym środowisko, rozmnaża się w sposób zrównoważony, szanuje ziemię, wyrugowała agresję a mimo tego jest twórcza  i kreatywna. Ta druga rasa zniszczyła, zatupała, zatruła, zapaskudziła świat w którym żyje, agresję i rozpychanie się łokciami oraz tzw. parcie po trupach uczyniła  niemal religią i generalnie jest be.

Jak podsumować tę książkę? Dalibóg nie wiem!  Jest przerysowana, tendencyjna, przewidywalna, przefilozofowana. Ale nie można jej odrzucać w czambuł. Bo choć nie wierzę w społeczeństwa idealne, ani w inne utopie, to jednak jest w tej książce kilka trafnych spostrzeżeń o ludzkiej naturze, biologii i społeczeństwie. Cóż, chyba najlepszym podsumowaniem będzie po prostu stwierdzenie, że drugi tom Neandertalskiej paralaksy nie jest pozycją stricte rozrywkową. Nie jest też książką dla każdego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *