Schwartz Richard – Tajemnica Askiru. T.1 Pierwszy Róg (dwugłos)

Zaczyna się dostojnie. I klasycznie. Oto do gospody na przełęczy, w której schronił się nasz bohater wchodzi… Ona. Wejście ma, że ho, ho. Gromkim głosem oświadcza, że jest maginią oraz posiadaczką magicznego miecza który wiąże się z właścicielem na całe życie. A ponieważ autor raczy nas jeszcze detalicznym opisem uzbrojenia owej Maestry, każdy jako tako oczytany w literaturze fantasy zaczyna w duchu jęczeć spodziewając się, że będzie dęto, drętwo oraz ponuro. Ja przynajmniej tak jęknęłam. I wiecie co? Nabrałam się.Owszem, Pierwszy róg to bardzo klasyczna heroic fantasy. Owszem, ma w sobie wiele z RPG, w którym drużyna prowadzona jest od zagadki do zagadki. Owszem rozgrywa się praktycznie w jednym i tym samym miejscu. Owszem, miałam wrażenie, że autor nieco zbyt mocno przejął się twórczością Agaty Christie ( cały czas miałam skojarzenia z morderstwem w Orient Expresie). Ale szybko okazało się, że prócz przygody i rozwiązywania zagadek, autor zadaje swoim bohaterom pytania o odpowiedzialność, granice poświęcenia, o swoisty kompas moralny, o przyjaźń wreszcie. A więc o kwestie, o które tak naprawdę zatrąca niewiele z powieści fantasy. Akcja co prawda nie galopuje do przodu jak wkurzony ork, ale nie nudziłam się przy lekturze ani chwili, a dokładne opisy na które tak się żżymałam na początku rychło przestały mi przeszkadzać. Ba, zaczęły mi się nawet podobać do tego stopnia, aż zaczęłam sobie rysować mapkę pomieszczeń.  Autor zadbał również o logikę wydarzeń, nie miałam więc zbyt wielu okazji do unoszenia brwi. Fabuła została skonstruowana na tyle dobrze, że nie było potrzeby, aby do jej popychania zatrudniać magię. I jeśli nawet zakończenie okazało się lekko rozczarowujące, to całość i tak czytało się bardzo przyjemnie.

Jak zapewne zauważyliście, nie napisałam nic o bohaterach.  Cóż, może dlatego, że bohaterowie to bardziej idee bohaterów niż żywe postacie. Maestra Lea to typowa kapłanka wojowniczka, Havald to na raz skrzyżowanie Merlina i postarzałego Artura, Zokora jest klasyczną mroczną elfką… Prócz tego mamy całą galerię typów i typków, od kupców, przez parobków po bandziorów. A wszyscy ładnie opisani i scharakteryzowani, psychologicznie prawdopodobni, przyjemni do śledzenia. Nie da się ich pokochać, bo kto kocha idee, ale da się z przyjemnością śledzić ich przygody.

Przeczytałam ze smakiem. Zakupiłam pozostałe tomy. Polecam

____________________________________________________________________________________________________________ Lashana

2 out of 5 stars (2 / 5)
Mam zdecydowanie bardziej mieszane uczucia niż K.
Podobało mi się, że bohaterowie używają mózgu, rozmawiają ze sobą zamiast rzucać kąśliwe teksty i nie popełniają galopujących głupot w imię imperatywu narracyjnego.
Podobało mi się wykorzystanie zamkniętej przestrzeni i schematu klasycznego kryminału.
Podobała mi się całość intrygi, i to mimo nijakiego zakończenia.
Zgadzam się też ze stwierdzeniem, że bohaterowie (wszyscy, co do jednego) to raczej archetypy, a w sumie klasy z RPG niż pełnoprawni bohaterowie. Jednak parę rzeczy przeszkadzało mi zdecydowanie za bardzo, żeby zapałać zachwytem do Pierwszego rogu.
Po pierwsze, postacie są bardzo mocno prowadzone przez autora z punktu A do B, jak pionki na szachownicy, i bardzo trudno jest się otrząsnąć z tego wrażenia. Magiczne miecze mają działanie trochę zbyt podobne do Pierścieni Władzy (ale to akurat szczegół). Jednak najbardziej wkurzało mnie to, że większość wspomnianych wyżej dylematów moralnych dotyczyła kobiet i seksu. I nawet mimo tego, że miało to sens w zasypanej śniegiem karczmie, to biorąc pod uwagę zakończenie – momentami wydawało się trochę naciągane i nastawione na szokowanie czytelnika.
Po drugie – trochę za dużo tu młodych, pięknych kobiet lecących na starego wojownika (co wywoływało sporo skojarzeń z najnowszymi odsłonami Mission: Impossible). To były jedne z nielicznych scen, którymi kierował wyłącznie imperatyw narracyjny, bo na pewno nie logika i ciągłość fabuły. Całość bardzo mocno kojarzyła się z D&D, choć nie była do końca D&D. Do pełnego zestawu brakowało w sumie tylko, żeby mroczna elfka pochodziła z Menzoberranzan. I trochę brakowało mi w tym wszystkim szczypty oryginalności – nawet wciągająca intryga nie była w stanie przysłonić tego braku. Pozostałe tomy raczej sobie daruję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *