Shusterman Neal – Thunderhead (Cykl Żniwa śmierci t.2) (dwugłos)

3 out of 5 stars (3 / 5) Drugi tom opowieści  o świecie bez śmierci, bez ambicji i bez marzeń jest zdecydowanie mniej dynamiczny niż pierwszy, w dodatku autor momentami łapie zadyszkę i trafiają się dłużyzny. Więcej też jest nielogiczności. No i… trafiają się też niestety miejsca trudno czytalne, a to za sprawą samego Thunderheada.  Wynurzenia superopiekuna, czy może raczej nadzorcy ludzkości zastąpiły bowiem pamiętniki kosiarzy i są delikatnie mówiąc, nużące. O ile w kosiarzach lekko filozoficzne fragmenty pamiętników siewców śmierci miały uzasadnienie i dodawały smaku opowieści,  to rozważania  czy bardziej marudzenia Thunderheada niczego nowego nie wnoszą, a ich jedynym celem jest chyba pokazanie, że coś niedobrego zaczyna się dziać  z cyfrowym opiekunem ludzkich owieczek. Coraz częściej ma zapędy ku boskości ( w swoim mniemaniu) – a tak naprawdę rozdziela włos na czworo i gubi się w paradoksach. A czytelnik ? Ten rwie włos z głowy czytając co i rusz wynurzenia popadającej powoli w obłęd wszechwładnej maszyny. Tak czy inaczej, kiedy komputer, nawet najbardziej samoświadomy i wyrafinowany zaczyna gadać sam do siebie to awaria wisi w powietrzu. A jeśli do kompletu źli stają się jeszcze bardziej źli, dobrzy dają się zagonić do kąta, dzieją się dziwne i niepokojące rzeczy – to już wiemy – będzie wielkie bum. I  zgodnie z przewidywaniami – bum jest wielkie, spektakularne i przewraca stolik do góry nogami. I to zakończenie jest najlepszą częścią całej opowieści. Bo reszta, cóż… znamy już ten świat ( albo przynajmniej tak nam się wydaje). Teraz poznajemy go od tej mniej kolorowej, brudnej strony, gdzie dominują brudne zagrywki i typowy dla ludzkiej razy egoizm.  Nowe wątki: człowieka do specjalnych poruczeń Thunderheada, oraz poszukiwań ukrytych znaczeń nie są zaś na tyle wciągające, by samodzielnie pociągnąć historię.

Podsumowując, drugi tom czyta się trudniej niż pierwszy. Nie tylko ze względów wspomnianych powyżej, ale również dlatego, że autor robi co tylko może, żeby dać popalić bohaterom. I czasami przesadza z długością tego dawania w kość, co nie tylko spowalnia akcję, ale również jest dość irytujące czytelniczo. Ile można opisywać w kółko tortury?  Sięgnę po trzeci tom, choć nie ukrywam, po lekturze drugiego nie mam pewności czy to nie będzie stracony czas.

_____________________________________________________________________________________________________________________ Lashana

2 out of 5 stars (2 / 5)
W drugim tomie pod paroma względami jest trochę lepiej, pod paroma trochę gorzej. Intryga jest mocno wymuszona, tempo siada, a dziury w świecie stają się jeszcze bardziej widoczne. Pojawiają się jakieś wzmianki o przeludnieniu (rychło w czas).
Pamiętniki Thunderheada, jak wspominała K., są trudne do przełknięcia. Wyobraźcie sobie sztuczną inteligencję zarządzającą planetą, która w wolnych chwilach pisze „Drogi pamiętniczku…”. Co tam kosiarze, przeludnienie i korupcja — teraz dopiero trzeba się bać.
Trochę lepiej wypadają bohaterowie. Bardzo fajnie pokazany jest związek między Curie i Anastazją, który z relacji nauczycielka–uczennica powoli przeradza się w przyjaźń. I to mimo wszystkich wątków mających podkreślić, jaka to Anastazja jest wyjątkowa. Zaczynając od imienia — bo zgodnie z nomenklaturą kosiarzy powinna być nazywana kosiarz Romanova, a nie kosiarz Anastazja. Nieprawdopodobna wielka miłość między nią a Rowanem na szczęście schodzi na dalszy plan.
Pojawia się nowy wątek i nowy bohater, ale Greyson jest tak bardzo pionkiem w fabule, że nawet nie reaguje, kiedy całą jego przyszłość szlag trafia. I to dwa razy.
Finał jest z jednej strony epicki i wprowadza sporo zamieszania, z drugiej — jest kolejną dziurą w fabule.
A teraz pytanie za milion. A właściwie za tysiąc. Stron.
Mamy społeczeństwo stabilne i długowieczne, ludzie żyją po sto, trzysta lat. Wspomniane są rodziny mocno patchworkowe. Są wzmianki o nadpisywaniu świadomości jednostek (jak to było, autorze, z tą moralnością AI?). Można wyhodować nowe ciało. I jak to działa? Tak na poziomie jednostki. Małżeństwa są zawierane „do rozwodu”? Na, powiedzmy, pięćdziesiąt lat? Jakieś mechanizmy prawne? Co z emeryturą? Kontrolą urodzeń? Czemu nie ma ani pół sztuki jakiegokolwiek przedstawiciela LGBT+ — nadpisywani są jako niewygodni? Skoro Kosiarze wybierają mniejszości religijne i etniczne, to czemu nie seksualne? Bo ich nie ma? Autor zapomniał? Wszyscy siedzą w „strefach specjalnych”? Jakieś takie… niedopisane to społeczeństwo. I to po dwóch tomach i ponad tysiącu stron. Po opisach masowych mordów, tortur i powtarzalnych intrygach głównego złego nadal nie wiemy, jak ten świat właściwie działa.
Z rozpędu przeczytam tom trzeci, ale nie spodziewam się wielkich rewelacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *