
(3,5 / 5) Najnowsza powieść Philippy Gregory, cenionej pisarki i popularyzatorki historii Anglii Tudorów pojawiła się w roku ubiegłym. Jest to pierwsza po niemal 10-cioletniej przerwie opowieść z jej najpopularniejszego cyklu czyli Dynastii Tudorów i Plantagenetów. I, jedenasta w kolejności opowieść z cyklu. W efekcie powstało niezłe zamieszanie w numeracji, bowiem dotąd pod numerem 11 figurowała dotąd pozycja „Ostatnia żona Tudora. Poskromienie królowej”. No cóż, czeka mnie poprawianie tytułów kilku recenzji…Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, by okres rządów Henryka VIII uznawać za epokę złotą i niefrasobliwą, Za wiek zabaw, maskarad i tańców. Tak przynajmniej przedstawiają ten czas apologeci Henryka. Philippa Gregory ukazuje nam ten sam świat z zupełnie innej perspektywy. Jej świat Tudora, to świat narastającego obłędu i terroru, w którym wszyscy są marionetkami tańczącymi do niesłyszalnej muzyki dziwactw i humorów króla. Świat, w którym jedno powiedziane nie w porę słowo, jeden brakujący uśmiech, jedno zachowanie niezgodne z wyobrażeniami tyrana mogą skończyć się na szafocie. Za bogatymi maskami, za fasadą dworskiej miłości i dworskich uśmiechów trwa również niebezpieczny kontredans intryg, kłamstw, fałszywych przyjaźni, nieprawdziwych uśmiechów dworskich koterii dążących całkiem dosłownie do władzy po trupach. Walczą ze sobą frakcje hiszpańska, zwana też papistowską, lub starymi lordami, z frakcją Howardów/Boylenów tzw. reformatorami, lub inaczej stronnictwem Cromwella. Obie frakcje potrzebują szpiegów na dworze. I bezwzględnie wykorzystują do tego celu dwórki. Nie wiemy czy król ma tego świadomość. Osobiście raczej wątpię – niemal każde opracowanie wskazuje, że Henryk był zbyt skupiony na własnych fobiach, lękach marzeniach i wizjach by zwracać uwagę na otoczenie. No, chyba, że otoczenie zachowywało się inaczej niż sobie życzył.
W takim świecie od swojej wczesnej młodości żyje Jane Boylen z domu Parker. Przez pro tudorowskich historyków uważana jest za zdrajczynię, sprawczynię śmierci dwóch królowych. Philippa Gregory jak zwykle spogląda na swoją bohaterkę pod nieco innym kątem. Owszem widzi w niej ambitną kobietę, ale widzi również człowieka, którego wielokrotnie zdradzono i wykorzystano. Pierwszy raz, kiedy wydano ją za George’a Bolyena, brata królowej. Miała być nie tylko szwagierką królowej, ale szpiegiem i wygodną zasłoną dymną dla romansu brata i siostry. Gdy wypełnia polecenie królowej i popada w niełaskę u króla – nikt się za nią nie wstawia. Ani królowa, ani mąż ani protektor. Przywołana ponownie na dwór przez Cromwella nie ma już złudzeń – albo będzie miała silnego protektora albo zginie. A śmierć szwagierki tylko ją w tym utwierdza. Obserwujemy Jane, jak z młodej rozczarowanej i załamanej dziewczyny zmienia się w wytrawnego szpiega i gracza. Nie ma jednak świadomości, że dalej jest wykorzystywana – tym razem przez Cromwella, który realizuje jej pomysły na rozwiązania problemów „logicznych” i wykorzystuje jej wiedzę, aby przypodobać się królowi usuwając Annę, gdy ta przestaje być dla króla użyteczna (czytaj znowu nie dała mu żywego syna) Z zewnątrz rzeczywiście może to wyglądać na zdradę. Gdy drugiemu protektorowi też powinie się noga, Jane znowu wpada pod kuratelę Howardów. Jest już w pełni dojrzała, przeżyła trzy zdrady i służbę czterem królowym. Wreszcie nazywa rzeczy po imieniu. Król jest schorowanym, owładniętym manią tyranem, bawiącym się całym dworem jak kukiełkami, gdzie jeden nieprzemyślany ruch może sprowadzić zagładę. Świadoma tych reguł Jane zaczyna grać na własną rękę. Przegra. W świecie owładniętych żądzą władzy i znaczenia mężczyzn nie ma najmniejszych szans.
Czy Jane Boleyn była zdrajczynią? I tak i nie. Autorka nie maluje jej jednoznacznymi barwami. Faktem jest, że bardzo długo utrzymywała się na powierzchni. Na dworze rozrywanym przez walki koterii, pomiędzy innymi kobietami szpiegami, takie długie utrzymanie pozycji pierwszej dany dworu może świadczyć o tym, że Jane rzeczywiście umiała się „ustawić”, a wykształcenie i inteligencja którą starannie ukrywała, tylko jej w tym pomagały. Czy rzeczywiście przyczyniła się do śmierci szwagierki Anny Boleyn i Katarzyny Howardówny? Nie jest to niemożliwe, biorąc pod uwagę jaką rolę pełniła na dworze i historycznie udokumentowane jej zeznania. Bądź co bądź to przez nią „przepływały” najważniejsze plotki.
Książka bardzo na czasie biorąc pod uwagę, że jak pisze w posłowiu sama Autorka znowu wchodzimy w czas narcystycznych tyranów, owładniętych manią wielkości silnych mężczyzn gotowych podpalić cały świat. Choć dziś nie są królami – wielu z nich usilnie stara się zapomnieć o tym fakcie i podporządkować sobie co tylko zdoła, a środki i metody wciąż są takie same – to kłamstwa, manipulacja i zdrada.
Pozostaję niezmiennie fanką autorki. Polecam