Matkowski Krzysztof – Trzecia część człowieka

3 out of 5 stars (3 / 5)
Są takie książki, które po skończonej lekturze zamiast szczegółów fabuły zostawiają w pamięci jakieś skojarzenie lub wrażenie, które często da się opisać krótkim zdaniem, czasem słowem. I to skojarzenie łączy mi się z daną książką na dość długi czas. Z Trzecią częścią człowieka kojarzy mi się jedno słowo: „konsekwencja”.
Zaczynając od bardzo dopracowanego, konsekwentnego stylu, klimatu i wręcz idealnej warstwy językowej. Była to zdecydowanie jedna z lepszych pod względem językowym książek od dłuższego czasu. Co jest tym bardziej zaskakujące, że jest to debiut autora w długiej formie.
Równie konsekwentnie autor trzyma się pomysłu na fabułę, ze wszystkimi ograniczeniami świata i sytuacji w jaką włożył bohaterów; nic tu się nie dzieje deus ex machina. Bohaterowie… cóż, tu jest podobnie jak z fabułą. Damian Kot jest pod wieloma względami postacią trudną do zniesienia i właśnie taki ma być. Bohater, w przeciwieństwie do autora, konsekwencji stanowczo nie lubi. W końcu to jego niemożność podjęcia decyzji i poniesienia rzeczonych konsekwencji jest tym, co napędzało całą historię.
Bohater jest też bardzo konsekwentnie głupi. A w zasadzie bardzo mocno i do samego końca nie dostrzega pewnych faktów, które widzi czytelnik. Damianowi – chirurgowi, człowiekowi raczej niegłupiemu – nie zaświtała myśl dosyć oczywista i to nie tylko do punktu kulminacyjnego powieści (a tu już mocno powinna), ale też do końcowej kropki. Wydaje mi się, że była to świadoma decyzja autora, która pozwoliła mu nie grzebać za bardzo w (samo)świadomości bohatera, jednak bardzo mocno mi to zgrzytało. Zwłaszcza, że mamy jednak do czynienia z fantasy psychologiczną i lekarzem w roli głównej. Coś mu jednak powinno się objawić w szarych komórkach. Chociaż jeden z dwóch potencjalnych problemów mógłby zauważyć. Chyba, że ojciec bohatera miał rację i jest on jednak zwyczajnie głupi.
Drugim większym zgrzytem było radosne zawieszenie niewiary prezentowane przez wszystkie kobiety w fabule, które łykały jak pelikany wszystko, co usłyszały. Jedna byłaby jeszcze ok, ale trzy? Współczesne kobiety dość twardo stąpające po ziemi, które bez mrugnięcia okiem i zadawania pytań przyjmują do wiadomości rewelacje rodem z fantasy? Jakoś tego nie kupuję.
Mam też problem z przełknięciem dość dziwnej decyzji jednej z postaci. Decyzji, żeby nie było, bardzo istotnej, a uzasadnionej w mocno specyficzny sposób.
Całość pod względem językowym może zachwycić. Pod każdym innym… cóż, mnie raczej przypomniała, że fantasy psychologiczna to nie jest mój ulubiony gatunek. Mimo pewnych zgrzytów czytało się dobrze i mam wrażenie, że autor napisał książkę jaką sobie założył. Jest to dobry debiut książkowy, chociaż całość mnie nie porwała, ale to też trochę kwestia gatunku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *