Seidler Barbara – Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe

3 out of 5 stars (3 / 5)

Ta książka to zbiór reportaży sądowych Autorki, publikowanych przez ponad 20 lat w warszawskiej prasie. Pierwsze z nich powstały we wczesnych latach 60-tych, ostatnie – po roku 1980.

Teraz wydawca zebrał je razem, dołożył trochę aktualnych komentarzy Autorki i tak wydał.

Nie da się ukryć – te teksty mocno się zestarzały. Zmiany polityczne, a zwłaszcza społeczne spowodowały, że inaczej dziś podchodzimy do wielu z tych tematów. Niektóre ówczesne przestępstwa, zwłaszcza tzw. gospodarcze nie są już dzisiaj czynami zabronionymi, paru innych już chyba nawet by się nie dało popełnić, tak zmienił się świat.

Pozostaje esencja prawa karnego -tak naprawdę człowiek człowiekowi może zrobić tylko dwie rzeczy – zabić albo okraść, reszta to warianty tych dwóch. Z drugiej strony – właśnie prawo karne najlepiej odzwierciedla politykę państwa wobec własnych obywateli – na zasadzie kogo i za co dziś ścigamy najbardziej, a kogo i za co tak trochę bez przekonania. W czasach, o których pisze Barbara Seidler najwyżej „ceniono” przestępstwa przeciwko mieniu społecznemu. Stąd afera mięsna – przekręty w handlu tym towarem w Warszawie na dużą (wtedy) skalę skończyły się pokazowym procesem, którym władze chciały zastraszyć każdego, kto chciałby zakombinować przy wiecznych niedoborach w sklepach. W tym celu: proces poprowadzono w trybie doraźnym, który miał to do siebie, że był jednoinstancyjny, nie było rewizji czy też apelacji, a wyrok podlegał wykonaniu niemal natychmiast. Ana przewodniczącego składu orzekającego władza (formalnie prezes sądu, ale wiadomo…) wyznaczyła sędziego Romana Kryże, który już wcześniej wykazał się dyspozycyjnością i pewna łatwością orzekania kary śmierci  (nota bene jego synem był sędzia Andrzej Kryże, który w stanie wojennym też dość łatwo skazywał opozycjonistów, np. Bronisława Komorowskiego). Bo tak – za handel mięsem, systemowo robiony na lewo w oficjalnych sklepach, w procesie prowadzonym w trybie doraźnym groziła kara śmierci. I tak to poszło – prokurator żądał czterech kar śmierci, orzeczono jedną plus trzy dożywocia, tę jedną wykonano, to był jeden jedyny przypadek w PRL, kiedy wykonano karę śmierci za przestępstwo gospodarcze. To właśnie w tym procesie stary, doświadczony adwokat, który dobrze wiedział, że bardzo niewiele może bo wyrok i tak jest ustalony przez władze, wołał w mowie obrończej – już nawet nie do sądu, ale bardziej do publiczności i potomnych – pamiętajcie, że byłem przeciw, przeciw, przeciw. Pamiętamy, na moich studiach wskazywano ten przykład i pewnie dalej się tak uczy młodych prawników – że czasem po prostu tak trzeba.

A pozostałe rozdziały? A różnie, czasem to spory o miedzę, gdzie cala wieś wie, co się stało, ale nikt nic nie powie, czasem historie zwaśnionych rodzin, gdzie w końcu polała się krew, innym razem bójka  ze skutkiem  śmiertelnym na zabawie, gdzie cała wieś jest zdziwiona milicyjnym dochodzeniem i procesem, bo przecież wszyscy wiedzą, ze pewne sprawy załatwia się między sobą właśnie tak. Autorka, poza przesiadywaniem w salach sądowych stara się docierać do tych wszystkich miejsc, przedstawiać tło społeczne – na tyle, na ile to możliwe, bo przecież te teksty musiały przejść przez cenzurę. To nie jest skandynawski kryminał, gdzie przestępca jest znacznie bardziej emocjonalne skomplikowany, niż policjant, który go ściga. Nie, tu jest szaro, brudno i najczęściej po pijaku. I nie żaden pistolet czy sztylet, tylko po prostu – kołek, sznurek, sztacheta, a jak nóż, to z reguły kuchenny. No, jeszcze może być siekiera – można odrąbać nią głowę matce i tę głowę zapakowaną do dużego garnka wrzucić do Jeziorka Czerniakowskiego (za ten akurat pomysł córka dostała raptem osiem lat, ale faktycznie było sporo okoliczności łagodzących).

A książkę zamyka szczególna klamra – oto jeden ze skazanych na dożywocie w aferze mięsnej po przedterminowym wyjściu z więzienia został tak „dojechany” przez rodzinę, że przy kolejnej awanturze i próbie pobicia zabił zięcia nożem, który akurat miał w ręce. A potem wbił sobie ten sam nóż w serce.

Książka jest dość trudna, dla mnie o tyle ciekawa, że o niektórych z tych zdarzeń i procesów się uczyłem. Z drugiej jednak strony – z jej kart wyziera świat, którego już nie ma. Pewnie to dobrze, że już go nie ma, ale trzeba jednak pamiętać, że był. I że niektóre rzeczy mogą wrócić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *