
(2 / 5)
Tom trzeci na wstępie funduje czytelnikowi lekki szok – autorka wprowadza wątek poboczny, który na dodatek zapowiada się dość ciekawie. Na tyle ciekawie, że nawet bohaterowie wykazują nim zainteresowanie. Co prawda nadal najbardziej zainteresowani są seksem, ale w końcu nie można mieć wszystkiego.
Niestety motyw śledztwa zostaje skutecznie zapomniany już w następnym rozdziale. Chociaż, biorąc pod uwagę, w jaki sposób Gniew i Emilia zabrali się do rozwiązywania zagadki, to może całe szczęście. Szybko też wracamy do schematu znanego z drugiego tomu: kiedy Książę Gniewu usłyszy pytanie, na które nie chce odpowiedzieć, zaciąga Emilię w stronę najbliższej w miarę płaskiej powierzchni. Niestety bohaterka ma dużo pytań. Ale żeby nie było aż tak powtarzalnie, to od czasu do czasu wiedźma zapomina o boży… tego… demonim świecie, o fabule nie wspominając, i kończy się to jak wyżej. I tak na przemian. Nudne to jest. No chyba, że ktoś szukał pornolka do czytania, wtedy może sprawdzi się lepiej.
Pomiędzy scenami wykorzystania powierzchni płaskich trochę już nie starcza czasu na fabułę. Zresztą przez wszystkie tomy autorka bardzo skutecznie udowadnia czytelnikowi, że fabuła nikogo tu nie interesuje, a już na pewno nie głównych bohaterów. I wtedy wkracza na scenę ktoś, kto jest nią zainteresowany, i prawie dosłownie wbija odpowiedzi do głowy Emilii. Jest to rozwiązanie literacko bardzo wątpliwej jakości, delikatnie mówiąc. Ale nie byłoby warte osobnej wzmianki, gdyby nie to, że dzieki niemu w końcu okazuje się, że istnieje jakieś wytłumaczenie dla wydarzeń z poprzednich tomów. I dla tego nieszczęsnego pomiotu chaosu, zwanego dla niepoznaki główną intrygą w piekle, też jest jakieś wyjaśnienie. I ku mojemu zdumieniu ma ono nawet trochę sensu. I jakby przymknąć oko na powody tego bałaganu, które są trochę przykre, a trochę śmieszne, to wyszłaby z tego nawet niezła historia. Jednak jest to zdecydowanie historia na jeden, niezbyt pokaźny tom, bo tyle fabuły nieprzetykanej seksem zdołałaby napędzić i na tyle utrzymać uwagę czytelnika.
Cała trylogia to kolejna seria, z którą mam problem, jeśli chodzi o klasyfikację. Po pierwsze oficjalnie jest to książka dla młodzieży, ale biorąc pod uwagę zarówno ilość, jak i szczegółowość opisów seksu, to mam pewne wątpliwości co do tego young adult. Po drugie całość z romansem nie ma nic wspólnego. Z seksem owszem, ma bardzo dużo. A to jednak nie to samo. I jak takie pomysły jak misja dziejowa i społeczna literatury są dla mnie wartościami zdecydowanie nieobowiązkowymi (jak zresztą widać na blogu), tak wciskanie wspomnianej już młodzieży przez trzy tomy stwierdzeń, że fajny seks jest nie tylko romantyczny, ale na dodatek jest świetnym argumentem do zawarcia małżeństwa, to jednak trochę za dużo. Nawet jak na literaturę rozrywkową.
Całość ma tyle wad, że powinna dostać jedną gwiazdkę. Jednak drugą dostaje częściowo za historię – pokazaną co prawda zdecydowanie za późno i zbyt prostą jak na trzy tomy, jednak będącą pozytywnym zaskoczeniem, bo na tym etapie nie liczyłam już na żadne wyjaśnienia. A częściowo za to, że autorka chyba reaguje na sensowne słowa krytyki – w drugim tomie określiła ramy czasowe, których zdecydowanie brakowało w pierwszym. A w Królestwie złowrogich okazuje się w końcu, że jednak istnieją demony z rogami i w kolorze skóry innym niż biały. Alleluja. Ekhem… Dzięki niech będą Lucyferowi! Niestety, dla równowagi chyba, okazuje się też, że są ludzie, którzy wysadzają strategiczne partie ciała klejnotami. Facetem nie jestem, ale klejnoty na klejnotach wydają się być strasznie… niewygodnym pomysłem.
Zdecydowanie odradzam. Nawet w kategorii: literatura rozrywkowa niskich lotów Piekielne Królestwa sprawdzają się kiepsko. Może w kategorii: pornolek sprawdzają się lepiej, ale tu mam za małą znajomość literatury gatunkowej, żeby powyrównywać.