Morgan Rhodes – Falling Kingdoms. Upadające królestwa (dwugłos)

Kategorie: Fantasy

królestwaKsiążka w recenzjach przedstawiana jest jako high fantasy. Jednym słowem, piszący teksty na „tylną okładkę” książki dali nam, zwykłym zjadaczom niedwuznacznie do zrozumienia, że oto mamy do czynienia z książką przedstawiającą świat równie bogaty i dobrze skonstruowany jak ten który w swoim dziele zaprezentował Tolkien. No cóż, jak dla mnie,  Tolkien powinien się obrazić. A razem z nim przynajmniej kilku innych pisarzy, tworzących w tym nurcie. Być może autorka miała szczytny zamiar stworzyć nowy intrygujący świat, ale najwyraźniej na zamiarach się skończyło. Czytaj dalej »

Saladin Ahmed – Tron Półksiężyca (dwugłos)

Kategorie: Fantasy

tronW dalekim kraju o egzotycznej nazwie, w mieście rządzonym przez wrednego kalifa żyje sobie człowiek o imieniu Abdull. Jego kaftan jest biały jak śnieg i nigdy do niego nie przywiera brud. Ów biały kaftan oznacza, że  człowiek ten jest łowcą ghuli.  W świecie fantasy ghul to nieumarła istota, żywiąca się trupami, powoływana do życia w najprzeróżniejszy sposób od magii przez nieczyste uczynki po ukąszenie wampira. Te z którymi spotkamy się w Tronie mają obyczaj posilać się , jeszcze zanim ofiara na dobre wyzionie ducha.  Oprócz wykwintnego posiłku z bijącego serca wysysają ze swojej ofiary również duszyczkę.  Możemy się tylko domyśleć, że dzięki temu wzmacniają maga który je powołał do „życia” i który nimi steruje.  Są ghule  piaskowe, wodne, ziemne i … ludzkie. Czytaj dalej »

Carla Montero – Szmaragdowa Tablica. Cykl Ana García-Brest (tom 1)

Kategorie: Historyczna, Obyczajowa, Sensacja

szmaragdowa4 out of 5 stars (4 / 5)Trafiły mi się w te  święta książki wyjątkowe. Książki które czyta się z zachwytem, odstawia na półkę z lekkim szumem w głowie i zaczyna zadawać sobie pytania jakich bez tych książek pewnie by się nie zadało. Szmaragdowa Tablica należy właśnie do tej  kategorii książek. I po raz kolejny stwierdzam, że najtrudniej recenzuje się właśnie te dobre książki. Przy kiepskich jest znacznie prościej! Wystarczy dać ujście przyrodzonej złośliwości i fru… Przy książkach tak złożonych i dobrych jak Szmaragdowa tablica, będących jednocześnie powieścią obyczajową, historyczną i po części sensacyjną  trzeba się dobrze skupić by nie zasypać czytelnika samymi ochami, achami i emocjami, ale rzeczywiście wskazać co sprawiło, że uznaje się daną książkę za dobrą. Czytaj dalej »

Peter James – Tropy umarłego

Kategorie: Kryminał

tropy-umarlegoJakoś ostatnio tak się składa, że pchają mi się w ręce same kryminały, albo książki sensacyjne. Jedne są takie sobie, inne są dobre, albo bardzo dobre. Chociaż nie zgodzę się z twierdzeniem, że kryminał to „najłatwiejszy” do uprawiania typ literatury. Dobry kryminał musi wszak zawierać dobrze skonstruowaną intrygę – inaczej czytelnik szybko rozwiąże zagadkę i będzie co najmniej niezadowolony. Dobry kryminał powinien mieć też wyrazistego bohatera. Co prawda zasady pisania kryminałów (stworzone w 1928 roku przez S. S. van Dine’a) słynne 20 przykazań autora powieści detektywistycznej, twierdzą, że to bohater negatywny musi być wyrazisty, ale ja osobiście uważam, że policjant, detektyw, poszukiwacz prawdy, słowem „ten dobry” też powinien być postacią wyrazistą.  Czytaj dalej »

Scott Lynch – Kłamstwa Locke’a Lamory

Kategorie: Fantasy, Przygodowa

lockeDorwałam wreszcie pierwszy tom Opowieści o Niecnych Dżentelmenach. Naczytałam się na sieci tyle ochów  i achów na ich temat, że aż wydawało mi się to podejrzane. Ale przeczytałam i muszę stwierdzić, że zdecydowana większość pochwał jest uzasadniona. Co mi się najbardziej podobało? Język.  Nie da się ukryć, że książka napisana jest tak – jak powinny być napisane moim zdaniem wszystkie książki . Jest barwny, plastyczny, bogaty, wręcz znakomity. I jest  doskonale przetłumaczony. Pławiłam się w nim jak żaba w ciepłej kałuży po czterdziestu dniach suszy. Mniam. Czytaj dalej »

Orson Scott Card – Pamięć Ziemi

Kategorie: Postapokalisa, Science fiction

pamiecI znowu mamy motyw  postapokaliptyczny z obcą planetą w tle. Po przeczytaniu „Pamięci..” aż popatrzyłam sobie na datę wydania, bo miałam nieprzeparte wrażenie, że gdzieś już coś podobnego czytałam. Tak bardzo niektóre rozwiązania „zalatywały” mi  nieszczęsnym gniotem, czyli  Rafą Armagedonu Webera. Teoretycznie obie książki różnią się zasadniczo od siebie. W jednej zagłada przychodzi z kosmosu, w drugiej sprawcami apokalipsy są sami ludzie. W  „Rafie..”  modyfikacji na kolonistach dokonują ludzie którym się przewróciło w głowach, w „Pamięci” modyfikacji, jak się domyślamy dokonują sami  koloniści. Ale w obu pojawia się motyw cybernetycznego anioła stróża. W obu książkach autorzy tak naprawdę zadają nam to samo pytanie: czy ludzie rzeczywiście mają w sobie zakodowany pęd do autodestrukcji i jedynym sposobem na jego zatrzymanie jest daleko idąca ingerencja, w ten czy w inny sposób blokująca rozwój ludzkości –a zwłaszcza rozwój nauki? Czytaj dalej »