Darynda Jones – Drugi grób po lewej (dwugłos)

drugi-grob-po-lewej

Charley – kostucha i prywatny detektyw powraca. Tym razem jest wściekła i półprzytomna po tym jak jej najlepsza przyjaciółka i sekretarka w jednej osobie, obudziła ją w środku nocy i wyciągnęła na poszukiwanie zaginionej koleżanki. Nawet nie dała jej się ubrać. Gorzej – kawy też jej się nie dała się napić. Na dodatek Reyes, syn Szatana, kochanek i widmowy ochroniarz Kostuchy ma problemy z demonami. I to nie tymi wewnętrznymi.
Liczyłam na to, że autorka się rozkręci i drugi tom będzie lepszy niż pierwszy. O naiwności. Humor jest co prawda równiej rozłożony, ale jest też go zdecydowanie mniej. Radosne napisy na koszulki nadal zaczynają rozdziały, podsuwając fanom t-shirtów parę fajnych pomysłów. Nie ma też nieszczęsnych scen seksu i widmowych erekcji, tym razem mamy uwagi, komentarze i parę aluzji, co sprawdza się lepiej. To tyle jeśli chodzi o plusy. Niestety minusy są bardziej poważne. W Pierwszym grobie fabuła może i nie była szałowa, ale przynajmniej miała świeże opakowanie, tym razem coś co uchodzi za fabułę przypomina wakacyjny horror dla nastolatków. Jest równie przewidywalne, schematyczne i ziewogenne. Wątek poboczny po raz kolejny jest ciekawszy niż główny, ale tym razem sprawia wrażenie upchniętego na siłę. Postacie drugoplanowe pojawiają się i znikają bez większego wyjaśnienia i sensu na zasadzie deus ex machina, a Charley odkrywa nowe talenty Kostuchy. Niestety bardziej przypomina to podniesienie poziomu zajebistości niż ewolucję bohaterki. Jednak nie jest tak źle, całość czyta się szybko i, mimo marnej fabuły, całkiem przyjemnie dzięki stylowi autorki i Charley. Główna bohaterka jest złośliwa, zdrowo rąbnięta, napędzana kawą i brakuje jej instynktu samozachowawczego, z czego całe szczęście zdaje sobie sprawę. A że wszystko obserwujemy z jej perspektywy to jest się z czego pośmiać.
Mam wrażenie, że tłumaczka musiała się nieźle namęczyć, żeby przetłumaczyć sporo zwrotów i tym razem sięgnęła po trochę regionalizmów, żeby sobie pomóc, co nawet nieźle się sprawdziło, i pani należą się duże brawa. Jedyne co mnie w tłumaczeniu wkurzało to „detektywka”. „Profesorka”, „psycholożka” i cholera, „Siłaczka”. Żeńskie końcówki może i są językowo poprawne, co nie zmienia faktu, że brzmią sztucznie i koszmarnie.
Na ostatniej stronie jest zapowiedz trzeciego tomu, który powinien ukazać się w przyszłym miesiącu, ale strona wydawnictwa i księgarnie na razie milczą na ten temat. Mam tylko nadzieję, że tym razem autorka przyłożyła się nie tylko do strony językowej, ale też fabularnej. Sięgnę po Trzeci grób na wprost jeżeli się pojawi, ale zdecydowanie z mniejszym entuzjazmem – potencjał jest spory, ale na drugim tomie mocno się zawiodłam. Nadal jest to książka na poprawę nastroju, problem tylko w tym, że intryga jest równie martwa co petenci głównej bohaterki.
Lekki gniot ze sporym poczuciem humoru.

————————————————————————————————————————————–by Atisza

Drugi grób  przeczytałam w jedną noc. Ale nie dlatego, że to taka świetna lektura , tylko z powodu pełni w czasie której nie mogę nijak zasnąć. O samej książce mogę powiedzieć jedno – bardzo się cieszę, że to nie ja ją kupiłam. „Drugi” grób jest nudny jak flaki z olejem! Intrygi kryminalnej nie ma. To znaczy, jest  COŚ. Niespójne, niezgrabnie napisane, przewidywalne do bólu. Akcji jak na lekarstwo. Oprócz tego jest mnóstwo gadania. Nieziemski seks z wirtualnymi erekcjami, zastąpiły nieziemsko nudne kłótnie oraz bezlitośnie nudne filozofowanie. Zaś clou wszystkiego jest fakt, że pani detektyw przeoczyła takie źródło informacji jak internet. I nie wiedziała, że jej szatański kochanek ma liczne fankluby w sieci… A powiadają, że to starzy  są sieciowo wykluczeni….  Humor który w poprzednim tomie nieco ratował sytuację, w tym został zastąpiony przez produkt humoropodobny.  Naprawdę celnych i dowcipnych odzywek czy komentarzy naliczyłam ledwie kilka. Pominęłam coś? A tak. katalog istot pozaziemskich poszerzył się o demony. Mamy również łzawe sceny rodzinnego pojednania.

W trzecim tomie przewiduję przybycie samego tatusia diabelskiego uciekiniera, oraz rodzinną kłótnię i pojednanie w wykonaniu dwóch panów z piekła rodem…. Gniot. Amen

4 thoughts on “Darynda Jones – Drugi grób po lewej (dwugłos)

  1. Witam

    Trafiłam na tę recenzję przypadkiem i przyznam, że nieźle mnie rozbawiła. Jej autor najwyraźniej albo liczył na namiętne romansidło, albo wielce ambitne dzieło z gatunku fantastyki, konkurujące z tworami Tolkiena. Ciężko zgadnąć, gdyż strona ta aż wylewa się z pustej, wysilonej krytyki.
    Postanowiłam skomentować, aby osoby szukające odpowiedzi czy warto tę książkę kupić, potrafiły spojrzeć na jej charakter w inny sposób niż owa „Lashana”.
    Otóż seria o pani Davidson jest komedią. Miała nią być od samego początku i nigdy nie pomyślałabym o tej serii inaczej. To PRZEDE WSZYSTKIM komedia, z nutką romansu i kryminału, który z pewnością nie ma nikomu napędzić stracha. Wiele rzeczy jest tu wyolbrzymione, ale osobiście mnie to śmieszy. Wydaje mi się, że głównym celem autorki były właśnie te przekoloryzowane emocje, przedziwne sytuacje i specyficzny charakter Charley. Wiele książek fantasy opowiada z wielką powagą o specjalnych mocach, które niosą ze sobą równie wielki obowiązek i autorzy często popadają w niepotrzebną patetyczność. Darynda Jones natomiast już od pierwszych kartek wręcz krzyczy do czytelnika „wyluzuj”. Spoglądanie na jej dzieło w mocno krytyczny sposób jest po prostu śmieszne, rozumiem, że seria dla niektórych może wydawać się głupkowata, jednak jest napisana bardzo lekko, poczucie humoru głównej bohaterki trafia do mnie w 100% (nie wiem, może to od wieku czytelnika zależy?) i choć jestem wymagającym czytelnikiem, odpoczęłam przy tej lekturze i chcę więcej. 🙂 Czasem dobrze jest odstawić ciężką literaturę i chwycić za coś, co ma nas rozweselić.
    Dlatego z całego serca polecam tę serię ludziom szukającym przyjemnej lektury na spokojny wieczór. Jeśli ktoś nie rozpoczyna jej z nastawieniem „co by tu znaleźć nie tak” na pewno szybko się wciągnie i popędzi kupować następną część. 🙂 A pani autorce polecam trochę wyluzować i zrozumieć, że recenzje nie polegają na tym by na siłę krytykować czyjeś dzieło, lecz aby potrafić odczytać zamiary autora i ocenić na ile mu się to udało. 🙂

    PS. Wydaje mi się, że Charley nie pomyślała by wpisać imię Farrowa w google, ponieważ sama musiała się naszukać by dowiedzieć się, jak mężczyzna się nazywa. Prawdopodobnie nie domyśliła się, że ma on jakiś fanklub (bo szczerze, kto by się tego domyślił? Szukasz faceta przez długi czas, masz problem by zasięgnąć nawet garstkę informacji i faktycznie pomyślisz potem by go wygooglać?) Wow. Może faktycznie to nie to pokolenie… Charley również nastolatką nie jest, dlatego dla mnie była to rzecz raczej zrozumiała.
    To mnie właśnie raduje, że tu główną bohaterką jest osoba dojrzalsza, może lekko walnięta, jednak zdecydowanie ciekawsza niż kolejna 18-latka z problemami.

    A co do „łzawego rodzinnego pojednania” to powiem Ci, że mi osobiście ta scena bardzo przypadła do gustu. Była prawdziwa i świetnie pokazywała to, że rodzina jest najważniejsza. Mimo wielu lat różnic i sprzeczek, te kobiety są siostrami a jedna sprawa im to uświadomiła. Nawet takiej sarkastycznej detektyw, która wmawia sobie, że zaakceptowała swoją inność, potrzebna jest bliskość rodziny. Osoba, która to krytykuje w tak silny sposób najwyraźniej jeszcze tego nie pojęła. 🙂

    Pozdrawiam

    1. Ok, komentarz jest długi, odpowiedź też będzie, więc dla ułatwienia wypunktuje parę rzeczy:

      1) Autorka recenzji liczyła na kryminalną komedię i dokładnie w takiej kategorii ocenia książkę. W końcu zgodnie z tekstem na okładce mamy: „można spodziewać się niezapomnianej dawki dynamicznej akcji, inteligentnego humoru i zmysłowej erotyki”. I teraz od końca: erotyka w książkach ani mnie ziębi ani grzeje, ale skoro już jest tak reklamowana to niech się w fabule pojawi. Inteligentny humor – jest, nawet w sporych ilościach. Zresztą nigdzie nie twierdze, że książka nie jest śmieszna. Dynamiczna akcja – no niestety nie, jest co prawda parę scen akcji, ale fabuła jest przewidywalna do bólu, a całość jest dynamiczna, mówiąc delikatnie, średnio.
      Podsumowując: książka jest śmieszna i nic ponadto, a dla mnie to zdecydowanie za mało żeby książkę nazwać dobrą. Brakuje jej oryginalności, napięcia i fabuły. Po przeczytaniu pierwszego tomu byłam zachwycona główną bohaterką i liczyłam na poprawę jakości treści – zawiodłam się solidnie.

      2) Jeśli chodzi o książki z gatunku, jak to określasz „wyluzuj” to polecam przejrzeć resztę bloga. Książki takie czytam (a właściwie czytamy obje) często, więc mamy jakiś punkt odniesienia i „Grób” nie był przypadkową lekturą. A jeśli chodzi o zdecydowanie lepsze książki z gatunku to polecam chociażby „Zawód: Wiedźma”.

      3) Piszesz „ale osobiście mnie to śmieszy. Wydaje mi się ..” Każda recenzja to czyjeś osobiste zdanie (co zresztą jest wyraźnie napisane na jednej ze stron tego bloga), można się z nim nie zgadzać, można polemizować. I pewnie znajdą się czytelnicy, którzy bardziej się zgodzą z Tobą niż ze mną. Dla mnie „Drugi grób..” był dużym rozczarowaniem i staram się ostrzec tych, którzy spodziewali się lepszej, lub chociaż równie dobrej książki co tom pierwszy.

      4) Fanklub. To że Charley nie domyśliła się, że Farrow ma fanklub akurat mnie nie dziwi, nieużycie googla za to dziwi mnie bardzo. Ale tu nie chodzi o pokolenie, tylko o zawód i miejsce zamieszkania głównej bohaterki. Informacji o ludziach szuka się w sieci (przynajmniej tych podstawowych), lokalizacji szuka się w sieci, akta są głównie w postaci elektronicznej. Komputer jest jednym z głównych narzędzi detektywa. Po drugie w US jest od diabła i trochę osób w wieku bohaterki właśnie, którzy są tak przyzwyczajeni do pracy z komputerem, że nie umieją pisać ręcznie. Więc nadal będę się czepiać, że nie skorzystała z wyszukiwarki.

      5) Łzawa scena rodzinna jest głównie, cóż łzawa i… nieprawdziwa. Po latach animozji, kłótni lub udawania, że druga strona nie istnieje (na dodatek wszystko to przy aprobacie, albo i podjudzaniu ze strony macochy). I to latach nie kilku a kilkunastu. W rodzinie gdzie jedna ze stron ma niebezpieczną pracę i ryzykuje praktycznie codziennie, więc okazji do pojednań było sporo. Jedna sytuacja nagle sprawia, że mamy „pójdź w me ramiona siostro i pogadajmy na temat twojego faceta”. Rodzina jest ważna, ale tym bardziej konflikty z nią są trudne, tak samo jak pojednania. A wszystkie fragmenty rodzinne Charley opisuje akurat śmiertelnie poważnie i bardzo gorzko. A tu nagle dostajemy natychmiastowe rozwiązanie konfliktu. Nie kupuje tego.

      6) Just for the note: mam lat zdecydowanie więcej niż naście, więc wycieczki do mojego wieku są mocno nietrafione.

    2. Dłuższą chwilę zastanawiałam się, czy komentarza Marty nie umieścić w koszu. Ale nie dlatego, że prezentuje odmienną opinię na temat „drugiego grobu”. Bardzo dobrze, że ktoś ma inne zdanie, to cenne. Nie przeszkadza mi również ton wypowiedzi, sami przyznacie, że wielce „ex catedra”. Głównym powodem mojego wahania były niegrzeczne wycieczki pod adresem Lashany. Stwierdzenie oceniające co pojęła, a czego nie pojęła autorka, czy określanie jej mianem „owa”… No cóż, wystawiają świadectwo wyłącznie osobie komentującej.
      Postanowiłam jednak, że komentarze, które nie będą się skupiały wyłącznie na stronie merytorycznej komentowanych przez nas książek od dnia dzisiejszego będą lądowały w koszu jako spam. Proszę również o nie komentowanie więcej komentarza Marty. Na tej stronie nie karmimy Troli.

  2. Komentarz będzie krótki, bo i za bardzo nie ma czego komentować. Drugi tom Kostuchy (znaczy się: „Drugi grób po prawej”) był lekturą z gatunku bardzo szybkich w czytaniu, łatwych (aż za bardzo) oraz średnio przyjemnych. I to w zasadzie wszystko, co można o nim powiedzieć.

    Kostucha i jej kumpela z pierwszej części wciąż są sympatyczne, złośliwe i zakręcone, i to właściwie dzięki nim (i dla nich) można przebrnąć przez tę książkę. Jednak o czym dokładnie mówiła fabuła już nie pamiętam, gdyż była ona na tyle kiepsko skonstruowana i nieciekawa, że nawet nie warto było się na niej skupiać. A co do Reyes’a – okazał się wyjątkowo irytującą, humorzastą postacią z gatunku „cierpiących za miliony”, których szczere nie cierpię.

    Trochę żałuję, że drugi tom opowieści o Kostusze wypadł tak kiepsko, bo potencjał był spory – niestety wyszedł marny odcinek średniej jakości serialu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *