Domagalski Dariusz – Delikatne uderzenie pioruna ( cykl Krzyżacki)

Rok temu zarzekałam się, że nie sięgnę po inne książki tego autora. Ale universum jak wiadomo jest złośliwe i książka wpadła mi w ręce na zasadzie – „ty lubisz taką historię z dodatkiem sił dziwnych to masz prezencik spodoba ci się”. Prezencik przyjęłam i leżał sobie spokojnie przez dwa miesiące, aż wreszcie nagabywana o opinię przez ofiarodawcę „spożyłam” lekturę. Początek jeszcze nie zapowiadał katastrofy. Zapowiadał za to  coś w stylu Gniewka syna rybaka, albo innej książki delikatnie młodzieżowej opowiadającej jeszcze raz o konflikcie polsko – krzyżackim i podkreślającej – jak to ostatnio w zwyczaju, międzynarodowe tło tego konfliktu. Potem było gorzej. Znacznie gorzej. Zacznijmy od tego, że w powieści teoretycznie historycznej spodziewałam się jednak znaleźć choć odrobinę kolorytu epoki. Odrobinę! Kapeczkę! A tu nic. Co gorsza, momentami ma się wręcz wrażenie, że bohaterowie zaraz zejdą ze sceny, zrzucą niewygodne ciuchy „z epoki” wyciągną komóreczkę i zaczną strzelać selfiaczki, żeby je dać na fejsika… . Prawie jak na ekranizacji Krzyżaków, ze słynnym zegarkiem wystającym spod karwasza Jagiełły.  No to może wiedza historyczna?  Autor wyciągnie jakiś mniej znany epizod konfliktu polsko – krzyżackiego, jakiś smaczek, jak Szymon Jędrusiak w swoim Zawiszy Czarnym? Nic z tych rzeczy. Wiedza historyczna prezentowana w książce to  zakres szkoły średniej i to opanowany przez  niezbyt pilnego ucznia. Same historyczne nazwiska to naprawdę za mało. Za to całkiem niespodziewanie lądujemy z nosem w kabale żydowskiej. Hm, można i tak, ostatecznie motyw walki dobra ze złem objawiającej się w wojnach jest stary jak świat i już w niejednej książce był wykorzystywany. Można, tylko jeszcze trzeba umieć to napisać i udźwignąć temat. I to już zupełnie, ale to zupełnie autorowi nie wyszło. Sefiry,  drzewo życia, boskie emanacje… tylko dlaczego te emanacje czyli aspekty i moce Boga zachowują się jak coś niezależnego, próbującego zdobyć władzę i zmienić świat na swoje podobieństwo? Żrą się między sobą jak baby na targu? Grają między sobą o świat, a ludzie to tylko pionki w tej grze, choć pionki obdarzone swoją własną wolą. Przydługie wykłady o sefirach dodatkowo utrudniały  już i tak trudną z powodu dłużyzn i nudy lekturę. Akcja jest… yyy wróć. Akcji nie ma. Są schematyczne obrazki. Krzyżacy wpadli do wioski wymordowali ludzi  i zhańbili kobiety (tak, właśnie tak! Kobiety dla autora wyraźnie nie są ludźmi…). I tak przez kolejne wioski. Zieeew.

Jeśli do kompletu dołożymy schematyczne do bólu postacie – jak dobry rycerz to bez zmazy, skazy i wady wszelakiej, (Sparhawk ty tutaj?!), skrzywdzony przez los (ach jakie to medialne..). Nudny, płaski, jednowymiarowy.  Jak czarodziejka to koniecznie rudowłosa, panująca nad pogodą która odzwierciedla jej humory i nastroje. No i rzecz jasna oboje są sługami tych dobrych emanacji i kochają się, że aż strach. A każdy seks jest jednością, oraz kończy się spektakularną burzą w naturze,  bo jak wspomniałam, czarodziejka ma wpływ na pogodę. Dziękujemy kapitanie Oczywisty… (Co nie zmienia faktu, że autor niechcący zmajstrował mi skojarzenie i co burza  myślę zgryźliwie –  orgazm już czy za chwilę?). Jak źli to… Krzyżacy. Wybrała ich ta paskudna lewa strona drzewa życia. Źli są tak źli jak tylko źli być mogą, czarne są ich dusze ….. Zagadką pozostaje dla mnie, czemu zło jest przedstawione jako czarna madonna. Może jest na to jakieś kabalistyczne uzasadnienie, ale nie mam ochoty aż tak tematu drążyć.

Podsumowując: gniot gniociasty. I pomyśleć, że autor popełnił już kolejne trzy tomy… Pozostanie dla mnie zagadką, nie mniejszą niż sefiry, Merkawa i cała kabała do kupy wzięta, czemu Rebis zdecydował się na wydanie tego cyklu…

Odradzam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *