Gortner – Wyznania Katarzyny Medycejskiej

Autor zafundował nam książkę napisaną wedle tego samego pomysłu i schematu co „Ostatnia królowa”. Znowu dostajemy pamiętnik pisany u schyłku życia przez zmęczoną, niezrozumianą przez otoczenie i zgorzkniałą kobietę, która osamotniona i schorowana stojąc niemal w obliczu śmierci przedstawia swoją wersję wydarzeń znanych nam z historii. O ile jednak w Ostatniej królowej wierzymy w wersję Joanny, o tyle w wersję Katarzyny jakoś trudno nam uwierzyć. Może dlatego, że o tej ostatniej wiemy zdecydowanie za dużo. I są to niemal wyłącznie niesympatyczne rzeczy, jako, że Katarzynie przyszło całkiem dosłownie żyć w „ciekawych czasach”. Historia przedstawia nam Katarzynę jako mistrzynię intrygi, kłamstwa i oszustwa politycznego, gorliwą katoliczkę, z inspiracji której francuscy hugenoci w Paryżu zostają wyrżnięci w pień w czasie nocy św. Bartłomieja, potwora nie cofającego się przed trucicielstwem, sponsorkę mrocznego maga/alchemika Ruggieriego. Tymczasem autor sugeruje nam, że prawda jest zupełnie inna.Katarzyna sportretowana przez C.W. Gortnera nie jest bynajmniej krwiożerczą katolicką ultraską marzącą o wyrżnięciu wszystkich hugenotów w pień, ( w tej roli obsadzona zostaje Joanna d’Albret, matka Henryka księcia Nawarry, późniejszego Henryka IV) ale osobą, której marzy się tolerancyjny kraj dwóch wyznań. Zaplątana w skomplikowaną dworską intrygę, niechciana żona drugiego syna króla, walcząca o utrzymanie się na dworze pomimo afrontów czynionych jej przez Gwizjuszy i kochankę męża, słynną Dianę de Poitiers, po śmierci Henryka II próbuje przechwycić w ręce ster rządów w kraju, wykorzystując władzę jaką ma nad synami: Franciszkiem, Karolem i wreszcie Henrykiem Walezym ( tak, tak, to ten sam Henryś co nam drapnął z Wawelu ..) Jednocześnie musi cały czas nie dać się wymanewrować Gwizjuszom, Burbonom i wreszcie swojej skrywanej miłości admirałowi de Coligny.

Katarzyna Medycejska , podobnie jak Joanna Szalona zostaje sportretowana jako kobieta zdradzona. Jednak o ile Joannę zdradzają po kolei wszyscy którym ufa i których kocha – mąż, ojciec, dzieci, o tyle Katarzyna zdaje się być zdradzona przez samą siebie. I co z tego, że nie daje się wyrzucić z dworu ani Gwizjuszom, gardzącym „kupiecką córką”, ani Dianie de Poitiers. I co z tego, że przechwytuje ster rządów, skoro ci za pomocą których chce doprowadzić do ładu i pokoju w kraju okazują się zupełnie inni od jej wyobrażeń? Wszyscy jej synowie – bezradny i słaby Franciszek II, porywczy i miotający się między frakcjami Karol IX , czy wreszcie homoseksualny Henryk III – nie spełniają pokładanych w nich nadziei. A tym co najbardziej im przeszkadza w wypełnieniu tych nadziei jest … wychowanie, jakie otrzymali właśnie od Katarzyny.

Znając historię Francji wiemy, że królem na miarę oczekiwań Katarzyny będzie dopiero o ironio Henryk IV Nawarski, uratowany z pogromu hugenotów jak chcą historycy przez córkę Katarzyny, lub jak chce autor – przez samą Katarzynę.
Zamykając książkę słyszymy więc ironiczny chichot historii, który długo nie daje zasnąć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.