Guillou Jan – Złoty wiek. T.2 Dandys

2.5 out of 5 stars (2,5 / 5) Drugi tom opowieści o losach sierot z Vestland w całości poświęcony jest historii trzeciego z braci. Tego który “zdezerterował” najbardziej. Sverrego.  W poszukiwaniu miłości porzucił braci i ich rodzinny plan i podążył za kochankiem, Albertem, earlem Manningham, do Anglii. Czy właśnie jemu udało się zrealizować trudne marzenie o spokojnym życiu u boku ukochanej osoby? Jan Guillou trafnie i precyzyjnie rysuje obraz angielskiej  arystokracji. Zamkniętej w sztywnym gorsecie, starającej się ze wszystkich sił ignorować “nowinki” zarówno te techniczne jak i te obyczajowe. W doskonale oddanych realiach epoki rozwija się historia Sverriego i jego ukochanego Albertem. Od razu powiem, że jestem pod wrażeniem w jaki autor opisał związek tych dwóch mężczyzn. Nie ma epatowania opisami orgii czy “łóżkowymi” opisami. Wbrew aktualnie panującej w literaturze modzie, seks nie jest w tej relacji najważniejszy, ani dominujący. Dostajemy raczej obraz życia dwojga ludzi, którzy naprawdę chcą być ze sobą. Czy im to wychodzi to już inna sprawa. Tak czy inaczej muszą się ukrywać przed otoczeniem, bo w tych czasach odmienna orientacja seksualna jest karana więzieniem. Na razie wiedzie jednak wygodne życie u boku bogatego kochanka, zwiedza, maluje, bawi się. Zagłusza wyrzuty sumienia związane z porzuceniem matki i braci, czy zawodem jaki sprawił organizacji dobroczynnej która go wykształciła. Wreszcie nadciąga I wojna światowa a wraz z nią śmierć kochanka i konieczność zmierzenia się z nową, bolesną rzeczywistością.

Wraz z losami Sverriego obserwujemy zmiany społeczne i technologiczne, rozwój poglądów na wolność kobiet, poddaństwo, inność, sztukę, podejście do ludności rdzennej Afryki czy Indii.  I tu mam chyba największe zastrzeżenie do tego tomu. Dzieje się mnóstwo, a jednocześnie czytelnik ma wrażenie, że nie dzieje się nic.  Grzęźniemy w opisach kolejnych obrazów malowanych przez Sverriego, błahych rozmowach o tym co by tu można było zmienić w  kolejnictwie, dość płaskich i nużących rozmowach  o zmianie podejścia do płci. Całość zaczyna w którymś momencie przypominać pływanie w melasie i jest równie miła i pociągająca jak ona. Sverrie miał okazje “wybić się na niepodległość” własnym tomem. Wybił się na nudę i nijakość. Stąd tylko 2, 5 punktu.

Ciekawa jestem czy kolejny tom z serii poprawi mi humor i notowania autora.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.