Hedström Ingrid – Dziewczęta z Villette

dziewczetaChoć ten kryminał firmuje pani o skandynawsko brzmiącym nazwisku, jednak ten kto będzie poszukiwał w środku „północnych klimatów” srodze się zawiedzie. Nic z tych rzeczy. Rzecz dzieje się w Belgii, a w tle ma całą zjednoczoną Europę. W niewielkim miasteczku z dużymi ambicjami trwa największa doroczna atrakcja czyli festyn z elementami historycznego happeningu. Miejscowa władza żądna splendorów i zaszczytów ściągnęła na na imprezę dziennikarzy z całej Europy. Burmistrzowi marzyło się zdobycie tytułu Europejskiej Stolicy Kultury, a tu masz ci los, trzy zamordowane nastolatki. I dziennikarze dla których zbrodnia to temat milion razy ciekawszy niż obchody śmierci jakiegoś tam rycerza. W efekcie miejscowa prokurator o znajomo brzmiącym nazwisku Poirot ma nie lada orzech do zgryzienia – w kark dysza jej żadni sensacji dziennikarze, rozwścieczony awanturą burmistrz i społeczność miasteczka, która tak naprawdę już znalazła winnego i chce tylko przykładnego ukarania  syna miejscowej czarnej owcy.Kryminały skandynawskie cenię sobie z wielu powodów, a jednym z nich jest to, że oprócz dobrze skonstruowanej intrygi, zadają niewygodne pytania, ukazują nieprzyjemne społeczne drugie dno, słowem zmuszają do myślenia. I nie jest to myślenie z gatunku ” no to rozwiązujemy zagadkę logiczną, albo test na spostrzegawczość”. Tym razem jednak, moim skromnym zdaniem pani autorka nieco z owymi pytaniami i społecznym tłem przedobrzyła. No, bo czego tu nie mamy:  reminiscencje wojenne i kwestia kolaboracji z hitlerowcami, stosunek do Romów i zaduch małego społeczeństwa skłonnego zbyt szybko ferować wyroki, kwestia stosunku do homoseksualistów, władza której nie zależy na prawdzie i zrobi wiele by sprawę zakończyć szybko choć niekoniecznie zgodnie z prawdą i skrzywienia w psychice jakich może doznać młody człowiek wychowywany w nadmiernym drylu… roi się toto niczym mrówki na cukrze aż czytelnik w końcu zaczyna się pytać co on do licha dostał do czytania – kryminał, czy tzw. literaturę społecznie zaangażowaną. Nie ukrywam, ze mnie taki natłok ważnych pytań w dodatku potraktowanych po łebkach bardzo w lekturze przeszkadzał. Sama intryga kryminalna… no cóż czytywałam lepsze, czytywałam i gorsze. Choć autorka bardzo stara się gmatwać ślady, ale robi to w sposób na tyle ostentacyjny, że trudno się na niego nabrać. Wystarczy w którymś momencie wrócić kilkanaście stron wcześniej, przeczytać jeszcze raz kilka zdań i sprawa staje się jasna. Postacie też mnie nie zachwyciły. Są pisane pod tezę, a to się nigdy dobrze nie kończy. Jeśli do tego dorzucimy problemy z chronologią. to mamy to co mamy, czyli płaską książkę o wszystkim, czyli tak naprawdę o niczym. A szkoda, bo tak naprawdę każdy z wtłoczonych ido fabuły i ledwie liźniętych tematów zasługuje na to by stać się obok intrygi tym właściwym społecznym motywem.

Nie polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *