Kalinowski Grzegorz – Śmierć frajerom

 Zachęcona  przychylnymi recenzjami znajomych sięgnęłam po  ” Śmierć frajerom”.  Byłam poza tym ciekawa, jak też autor poradzi sobie z – jakby na to nie patrzeć bardzo kontrowersyjnym okresem naszej historii czyli dwudziestoleciem międzywojennym. W co “pójdzie” – czy w politykowanie i przedstawianie prawdy co to jest “najmojsza” , czy w drętwą gadkę patriotyczno -narodową, czy w gloryfikowanie tych, czy w gloryfikowanie tamtych, czy też może uda mu się ta najtrudniejsza ze sztuk czyli popłynie środkiem.  Z przyjemnością stwierdzam, że autorowi udała się niełatwa sztuka opowiedzenia historii rozgrywającej się w latach 1905 – 1925 bez patosu i dęcia w trąby. Co więcej udała mu się sztuka opowiedzenia o trudnym okresie w historii Polski w atrakcyjny sposób. Gdybym przeczytała tę książkę te …. lat temu, może mniej bałabym się na egzaminie pytań o dwudziestolecie międzywojenne, bo tak opowiedzianą historię zapamiętuje się znacznie lepiej niż suche historyczne fakty do zakucia z podręcznika.

Historię tamtych czasów oglądamy oczami młodego warszawiaka Heńka Wcisły, syna majstra kolejowego, chłopaka z Woli. Heniek uczestniczy w wielu wydarzeniach nie dlatego, że jest świadom tego co one oznaczają, tylko dlatego, że jest młody, narwany, uwielbia “draki” i marzą mu się wielkie przygody, jak te o których czytał w książkach. Ot typowy dzieciak, a potem nastolatek, brojący po ulicach, raz czy drugi załapujący się do konspiracyjnej roboty, idący na front wojny polsko-rosyjskiej, biorący udział w przygotowywaniu powstań śląskich, a potem zwyczajnie gubiący się w życiu i lądujący między kasiarzami. Jednym słowem bohater bardzo to zwyczajny, rysowany prostą kreską, bez półcieni, niuansów i niedomówień. Jest dokładnie taki, jak wyobrażamy sobie warszawskiego cwaniaczka – hardy, honorny, cwany, niewątpliwie inteligentny, na cztery łapy spadający. Bić się umie i za kołnierz nie wylewa no i gwarą warszawską zasuwa, aż miło ( ale jakości tej gwary nie ocenię, bo jej nie znam).  Ot taki “antek cwaniak”.

A skoro opowieść jest o warszawskim cwaniaku, to nie może zabraknąć w niej wątków “szemranych”. Pojawia się warszawski półświatek, najsłynniejsze akcje Szpicbródki, a czytelnik czuje się nagle tak, jakby przeniósł się do kina i oglądał jakąś kolejną odsłonę Vabank, albo Vabank II.

Książkę czyta się przyjemnie, szybko, bez specjalnego wysiłku. Nie jest to może najwybitniejsza lektura, bo mogą razić papierowe postacie tła, drewniane dialogi, nieskrywane uwielbienie dla miasta i stylu życia. Z drugiej strony,  tempo akcji nie zwalnia ani na chwilę, logika nie chowa się po kątach, a czytelnik ma cały czas z tyłu głowy, że autor tak naprawdę cały czas bawi się tematem.

Mocny przeciętniak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *