Komuda Jacek – Hubal

Tak naprawdę nie wiem co przyświecało autorowi przy pisaniu tej akurat książki. Przeczytałam wszak kilka książek Komudy i jak dotąd nie trafiła mi się tzw. „książka z tezą”. Czy raczej książka z tak nachalną tezą, ładowaną łopatologicznie czytelnikowi przed oczy, żeby aby na pewno nie przeoczył i zakumał… Hubal to postać nietuzinkowa, lekko dwuznaczna, – bo niecierpiana przez Grota -Roweckiego, przez pewien czas zakazana, wszak jak wiadomo,  Hubal walczył w 39r. z Armią Czerwoną i trochę ją tu i tam poszczerbił. Przez apologetów wywodzona od Zawiszy Czarnego.  Przez innych podejrzewana o ADHD, czy wręcz odsądzana od zdrowych zmysłów.  Z jednej strony – toczył nieustępliwą walkę z Niemcami do wiosny 1940 roku. Z drugiej strony, jego działania kilkakrotnie doprowadziły do represji wobec ludności cywilnej. Trzeba też pamiętać, że nie podporządkował się rozkazom delegatury wojskowej.  Tyle historia.

A co zrobił Komuda?

Dobrzański widziany jego oczyma  od pewnego momentu przedstawiany jest heroicznie – jak mały rycerz wierny przysiędze do końca. Nie chcą  go, wypędzają, a on podążą nieustraszenie na  spotkanie z przeznaczeniem. Obdarowany przez nieznanego wędrowca cudownym koniem, swoistym talizmanem… Tu zakrztusiłam się po raz kolejny. Na Boga Ojca, po co ten mistyczno -mitologiczny wjazd z nieśmiertelnym ogierem ze stadniny Sobieskiego? Ogierem którego może dosiadać tyko ktoś kto zna zaklęcie? Panie autor, a na jakie to licho?!  Toż nawet Sienkiewicz, ku pokrzepieniu serc polskich piszący, takich kwiatków nie sadził?! Tak czy inaczej mamy namaszczonego bojownika. Sprawiedliwy on i wierny, choć czasem paskudnie przyklnie, a winnych skazuje bez mrugnięcia okiem.

Z takim to rycerzem bez skazy skontrastowani są inni wojskowi tego okresu – jak chociażby Łupaszka. Przez Komudę kreowany na nieudolnego, całkowicie zagubionego w realiach współczesnej wojny człowieka, osobę która mogła odwrócić bieg historii, gdyby podjęła bardziej zdecydowane działania. Jak dla mnie, jest to krzywdząca opinia. Owszem Dąmbrowski miał mniejsze „osiągi” nie tak spektakularne jak Dobrzański, ale tak od razu nieudolny?

To nie jedyne elementy fabuły, gdzie autor stawia na najprostsze z możliwych rozróżnień obficie szafując białą i czarną farbą i przerysowaniami. Jak dezercje z wojska to jedynie ruskie chłopy z poboru wieją. Polacy owszem odchodzą, ale nie dezerterują. Ta jasne…  Póki grupa operuje na terenach między Grodnem a Białymstokiem i Baranowiczami – wojsko polskie napotyka puste chaty. Przechodzą na tereny rdzennie polskie i tada… od razu pomoc od ludności jest.

Wkraczanie armii rosyjskiej na tereny II RP mocno przerysowane i znowu pisane „pod tezę”. Tak się akurat składa, że jestem wnuczką i córką ludzi którzy przeżyli wkroczenie armii czerwonej do Polski, w dodatku na jednym z najbardziej zapalnych terenów czyli Wołyniu… Nie wiem jak na wsiach, ale w  Kowlu po prostu weszli i już. Nie ujawniła się żadna ruska V kolumna, „ludowi komisarze” nie wyleźli nagle z kąta. Za to miejscowe cwaniaki, niezależnie od przynależności narodowościowej natychmiast zaczęły się podlizywać silniejszemu. Podlizywać, nie od razu mordować. Pogromy polskiej ludności prowadzone przez ukrytych czynowników i szumowiny zapewne miały gdzieś miejsce, ale ich ofiarami padali jak zawsze w takiej sytuacji ci którzy swoim bogactwem lub władzą kluli w oczy. Podkreślanie, kilkakrotne, że to ruskie chłopy  (jakie tam ruskie chłopy, białorusini, ukraincy tak, ale ruscy?) do spółki z żydami przelewali polską krew… Nie skomentuję może.

Jeśli do tego dorzucimy brak tła obyczajowego, papierowe postacie, dialogi jak z czytanek, dekoracje jak ze szkolnego przedstawienia, bohatera bez większych rozterek i wątpliwości, takiego co to zawsze wie co robić…

Ehh, panie autorze… I na co to było?

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *