Krajewska Marta – Wilcza dolina. Tom 2. Zaszyj oczy wilkom

Wracamy do Wilczej Doliny na kolejny rok podzielony tradycyjnymi świętami. Po raz kolejny zaglądamy Opiekunce i jej trzódce w obejścia, jednak tym razem w wiosce pojawił się problem inny niż zazwyczaj. Tym razem problem nie zamierza nikogo zjeść, za to zamierza… szukać skarbu i przy okazji wtykać nos w nieswoje sprawy, jak to obcy mają w zwyczaju.
Drugi tom można by w sumie podsumować krótko: więcej tego samego, tylko lepiej. I to pod każdym względem. Po pierwsze okazuje się, że autorka poszła śladami Marty Kisiel i „odkryła fabułę”, bo tym razem dostajemy jedną historię z przemieszanymi wątkami zamiast poodrywanych od siebie rozdziałów-opowiadań. Historię co prawda ciut nierówną i trochę zbyt przewidywalną momentami, ale tym razem zdecydowanie jest to powieść.
Słowiańskie straszydła pojawiają się jako konsekwencja jakichś działań, a nie tylko wyskakują jak diabeł z pudełka i jest to w sumie najprzyjemniejsza i chyba najistotniejsza zmiana, która dodaje historii kolorytu i płynności. I sprawia że bestiariusz faktycznie zaczyna być częścią codziennego życia, a nie tylko okazjonalnym potworem do utłuczenia. Podobnie jest z rytuałami i przyzwyczajeniami mieszkańców, które są nie tylko ładnym umilaczem krajobrazu, ale też wpływają na codzienne życie. Bohaterowie trochę zmądrzeli, dojrzeli i zrobili się ciekawsi, chociaż żaden nie zaczął grać pierwszych skrzypiec ani nie został nagle pełnowymiarowym bohaterem. Jest ciut więcej napięcia i dużo więcej niejednoznaczności w wielu miejscach – na dodaniu odcieni szarości zyskują i bohaterowie i fabuła. To tyle jeśli chodzi o plusy.
Minusy też niestety zostały, chociaż autorka dodała kilku bohaterów, którzy trochę zmniejszają niewiarę w to, że wioska jest samowystarczalna. Na dodatek są wspomniani kupcy, którzy przywożą to, czego mieszkańcy nie wytwarzają. Wszystko fajnie, tylko że z treści wynika, że kupcy pojawiają się raz na trzy lata… wyjątkowo trwałe są te gliniane gary. I lniane materiały. I skórzane łapcie. Hmmm….
Poza tym nadal widoczny jest zbyt współczesny sposób myślenia bohaterów i nadal zgrzytają dialogi, chociaż i jedno i drugie rzuca się w oczy jakby mniej. A jeśli autorka będzie tak jak do tej pory pilnować przyrostu naturalnego i wskaźnika śmiertelności, to czwartego tomu nie będzie na pewno. Albo będzie bardzo… szekspirowski, a mieszkańcy będą mało materialni.
Mimo pewnych wad i lekkiej przewidywalności jest to całkiem przyjemna lektura. Akcja toczy się niezłym tempem, jest trochę suspensu, szczypta tajemnicy, bohaterów da się lubić a słowiańszczyzna wygląda zza rogu i szczerzy kły do czytelnika. Jeśli autorka będzie w takim tempie pracować nad swoją ewolucją pisarską, to może trzeci tom wreszcie dostanie Zajdla, bo temu jeszcze trochę brakuje.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *