Kubasiewicz Magdalena – Spalić wiedźmę

3 out of 5 stars (3 / 5) Zachęcona “Kołysanką dla czarownicy” i lekko zniecierpliwiona czekaniem na drugi tom przygód Wilczej Jagody postanowiłam sięgnąć po wcześniejsze książki autorki. O dziwo okazało się, że trochę ich jest. Wybór padł na “spalić  wiedźmę”, głównie dlatego, że akcja rozgrywa się w Krakowie. No, a jak się rozgrywa w Krakowie, to dla Krakuski nie ma lepszej zachęty. I tu pierwszy zonk.  Owszem, jest Kraków i XXI wiek, ale… na tronie zasiada król o dźwięcznym imieniu Julian, państwo nazywa się Polania, a jednym z najważniejszych dostojników w państwie jest… Pierwsza czarownica.W dodatku rzeczona Pierwsza nie jest czarownicą z powszechnych wyobrażeń. Jest młoda, zwyczajna, nosi się jak strach na wróble i najwyraźniej w świecie ma w nosie wszelkie konwenanse, z dworskimi na czele. Co gorsza jest samoukiem, nie posiada formalnego wykształcenia, więc krakowski i nie tylko światek magiczny  stara się jak może ignorować dziwoląga. Miejscami zgrabne, a czasami wręcz błyskotliwe dialogi których czytanie sprawiało przyjemność,   Intryga której nie da się rozszyfrować zaraz na początku… Jeśli do tego dodamy zgrabne wykorzystanie krakowskich legend i bardzo dobrze oddany klimat Miasta – mamy przepis na naprawdę dobrą książkę.

I tu na scenę wyłazi “ale”.

Po pierwsze, główna bohaterka jest wyjątkowo antypatyczna, co autorka z samozaparciem podkreśla mniej więcej raz na 5 stron. Poczynając od wyglądu ( o rany, ile można czytać o porcelanowej cerze, czarnych włosach, glanach i dziurawych portkach?), przez zachowanie, (tak, rozumiem, nosi w sobie wiele tajemnic, ale to naprawdę nie powód by TAK pomiatać całym światem), po podkreślaną w kółko potężną czarną moc. W efekcie z fajnej choć mocno skrzywionej psychicznie postaci robi się Mary Sue.

Drugie “ale” to pozostałe postacie. Zbyt cienką kreską rysowane, zbyt papierowe. A szkoda, bo noszą w sobie potencjał. Jedną z naprawdę lepszych scen tego opowiadania jest ta, gdzie naszej czarownicy fizycznie nie ma, za to możemy nieco lepiej poznać Juliana. Podobnie scena z udziałem jednostki specjalnej.

Trzecie “ale” to  za mało przypisów z historii Polanii. Naprawdę uśmiałam się z historii o powrocie Barbary Radziwiłłówny z zaświatów. Droga Autorko, poproszę więcej takich perełek! Jak dla mnie historia Polanii w tej wersji zasługuje na  upowszechnienie.

Czwarte “ale” to ogromne zagęszczenie wątków i niuansów. Trzeba tę książkę czytać ze skupieniem bo inaczej łatwo się w niej pogubić. Nie każdy zna aż tak dobrze legendy krakowskie, żeby wychwycić wszystkie smaczki i poszlaki. Nie każdy je zrozumie i zinterpretuje. Nie każdy wreszcie zna aż tak demonologię słowiańską ( i jak się okaże nie tylko słowiańską), aby się sprawnie w fabule poruszać. Zwłaszcza, że niektóre wątki urywają się jak ucięte nożem.  Mam wrażenie, że autorka znacznie lepiej czuje się w krótkich formach literackich. I owszem, z chęcią przeczytałabym  zbiór opowiadań o Sarze Weronice, Sokalskiej ( pod warunkiem, że jej cera, włosy oraz portki pojawią się maksymalnie w jednym …)

Dlatego tylko 3 gwiazdki. Ale drugi tom już zamówiony.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.