Maas Sarah J. – Dwór Srebrnych Płomieni ( t.4 Dwór Cierni i Róż)

4 out of 5 stars (4 / 5) Tom czwarty popularnej serii Dwory, jest swoistą rehabilitacją, za „cienki w uszach” tom  3,5. Tym razem prawie nie ma Feyry i Rhysa. I bardzo dobrze, bo w mojej opinii przez akcje w poprzednim tomie, te postacie zgrały się co cna i mocno znudziły. Nie ma też praktycznie Elaine. Mam wrażenie, że autorka zwyczajnie nie miała pomysłu co zrobić z tą siostrą Feyry. W efekcie po kartach książki plątała się postać widmo, niby pozytywna, a jednak denerwująca swoją nijakością  czy może bardziej – sztucznością. Niby obecna, ale jednak jej nie ma. A jak już się pojawiała, to wręcz zaczynałam w myślach prosić autorkę, żeby może tę niedoróbkę litościwie, ku uldze innych bohaterów i czytelników uśmierciła. Gdzieś w tle znikają też Amrena, Morrigan, Azrierl. O kim zatem jest ta opowieść? O Neście.

Neście zdzirze, Neście zołzie, Neście królowej lodu. Nescie tchórzliwej, Neście bohaterskiej… O Neście, która nie może się pogodzić z samą sobą i rozdaje razy na lewo i prawo. Razy, które są rozpaczliwym wołaniem, wręcz skowytem o pomoc. W tej powieści nie ma postaci która nie musiałaby mierzyć się z jakąś traumą, ale Nesta robi to wyjątkowo nieporadnie i jednocześnie boleśnie dla otoczenia. I wreszcie to otoczenie mówi dość. Nesta ląduje na wygnaniu w magicznym domu pod czujnym okiem Kasjana i przełożonej biblioteki Clotho. Albo się odrodzi, albo pozostanie na zawsze więźniem domu na skale. Droga do zdrowienia nie jest ani prosta ani przyjemna. Prowadzi przez mrok własnej duszy, przez nieakceptowaną moc, ale też przez otwarcie oczu na innych i dostrzeżenie, że prócz własnego cierpienia ( które czasem przypomina foch małej dziewczynki) dookoła są inne istoty, którym los również zgotował piekło.

Jednak prócz opowieści od karze i odkupieniu najbardziej krnąbrnej i najbardziej zagubionej z sióstr Dwór Srebrnych Płomieni w baśniowej masce porusza  też inne – całkiem poważne tematy. Nie jestem wielką zwolenniczką dorabiania ideologii do książek, ale tym razem nie mogę przymknąć oczu na obecność dwóch wątków.

Pierwszy z nich to odrzucenie przez społeczeństwo „nieczystych”, „mieszańców”, „kundli”, bękartów. W tomie czwartym ten motyw wybrzmiewa szczególnie mocno za pośrednictwem Gwyn – pół nimfy odrzuconej przez swoich pobratymców, skazanej na śmierć. Tak jak Kasjan i Azriel, tak i Gwyn całe życie mierzy się z łatką tej innej, gorszej, wręcz obrzydliwej dla pobratymców. Nie mając siły do walki jak Kasjan czy Azriel wybrała ucieczkę do bezpiecznego miejsca – do biblioteki. I wegetację w mroku wśród innych  wyrzutków. Kolejnym motywem który może dziwić w powieści fantasy, z założenia literaturze lekkiej łatwej i przyjemnej jest kwestia pozycji kobiety w świecie. W zmaskulinizowanym do granic absurdu świecie wojowników kobieta ma status mebla służącego do rozpłodu. Nic dziwnego, że tylko Nesta, wredna jak kłujący jeż  dławiąca w sobie gniew, niską samoocenę, wyrzuty sumienia, instynkt opiekuńczy. jest w stanie pociągnąć za sobą inne kobiety.

Opowieść czytało mi się dobrze, ale mam zastrzeżenia do przeciągnięcia akcentów z fantasy na erotykę, w dodatku miejscami lekko przegadaną. Plus za magiczny dom i tajemnice biblioteki. Minus za dłużyzny. I za wykorzystanie po raz kolejny motywu „zabili go ale… wrócił”. Naprawdę nie da się kogoś ubić raz a porządnie?

podsumowując:  Czytało się bardzo, bardzo przyjemnie. Za wyjątkiem erotyki, tak powtarzalnej, że zamiast budzić emocje sprawiała, że… podkurczałam palce u nóg i zasypiałam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *