Majka Paweł – Pokój światów

4.5 out of 5 stars (4,5 / 5)
Pierwszą recenzję i opis znajdziecie tu: link.
Wyjątkowo rozdzielam teksty. Z prostego powodu – wydanie limitowane zasługuje na osobną recenzję i zawiera też dodatkowe teksty, których nie znajdziemy w wydaniu standardowym.
Kiedy zaczęłam czytać miałam nieodparte skojarzenia z Czerwoną mgłą Kołodziejczaka. Majka, co prawda, nie sieje słowotwórstwem na lewo i prawo, klimat też tworzy trochę inny, ale oba światy są bardzo mocno oparte na wierze. I oba przy pierwszym spotkaniu wywołują chęć złapania się za głowę i spytania autora co brał, i czy podzieli się receptą… Oba światy są szalone, pokręcone, pomieszane, ale również bardzo mocno wewnętrznie spójne i logiczne.
Majka na dodatek spełnia życzenia czytelnika, który gdzieś w połowie książki zaczyna rozważać – skoro mamy taki świat, jesteśmy w tym miejscu i czasie, to czemu nie ma tu… (nie powiem czego, nie będę spojlerować, odkrywanie rzeczy, które autor upchnął w swoim świecie daje sporo radości podczas lektury). I trzy strony dalej okazuje się, że jednak jest. Kiedy bohaterowie zaczynają kierować się do innego miejsca i logiczne dla świata byłoby pojawienie się tam czegoś lub kogoś, to możemy być pewni, że to coś prędzej czy później się tam pojawi.
A czemu czytelnik zaczyna rozważać dopiero w połowie książki? Bo przedtem nie ma na to czasu. Ba, nie ma czasu nawet na oddech. Po połowie też zresztą nie ma. Akcja gna do przodu, czytelnik ledwo wyrabia się na zakrętach, a autor radośnie podsuwa kolejne motywy, kolejne informacje o świecie, wysyła bohaterów na kolejne przygody. I nawet kiedy akcja trochę zwalnia, nie ma najmniejszych wątpliwości, że robi to tylko po to, żeby nabrać jeszcze większego rozpędu.
Trochę przez to tempo cierpią postacie – nie są na tyle rozbudowane, na ile mogłyby być. Wiemy o nich niedużo (i zdecydowanie mniej, niż o świecie w którym żyją). Nie przeszkadza to wcale podczas lektury. Dopiero potem dociera do nas ile nie wiemy, ale mimo tego nie ma problemów z kibicowaniem tym… bardziej właściwym bohaterom. Bo dobrzy, to oni tak do końca nie są – co zresztą jest jednym z plusów książki.
Wersja limitowana jest wydana bardzo solidnie – w sztywnej oprawie i na porządnym papierze. Ma też świetne ilustracje Marka Rudowskiego – co prawda nie wiem, czy sama wyobraziłabym sobie Kutrzebę jako wariację na temat Seana Connerego, ale teraz trudno mi widzieć go inaczej. Wydanie zawiera dwa dodatkowe opowiadania: Czarny piesek gryzie światło i Tam pracuj ręko moja, tam świstaj mój biczu, oraz coś w rodzaju posłowia: Mirosław Kutrzeba na ścieżkach nie tylko słowiańskiej kosmologii.
Opowiadania koncentrują się na postaci Strzelbickiego i jego karierze policyjnej. Dzieją się też w pierwszych latach pokoju. Są to bardzo sympatyczne, detektywistyczne teksty, które nadal trzymają się klimatu świata zamiast wpaść w standardowy noir z bohaterem owiniętym w prochowiec. Dostajemy też kolejne okruchy świata pełnego żywych mitów. Z chęcią przeczytałabym całą antologię na temat, jeśli autor kiedyś taką wyprodukuje.
Oba opowiadania były też dostępne w darmowej antologii Geniusze Fantastyki (sama antologia już niestety nie jest dostępna).
Polecam zdecydowanie. Świetna, szalona powieść, napchana wierzeniami, mitami i legendami. I akcją. Nie każdemu taka mieszanka przypadnie do gustu, ja z chęcią sięgnę po drugi tom.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.