Michael J. Sullivan – Zdradziecki Plan Tom 5 Odkryć Riyrii

ZdradzieckiPiąty, przedostatni tom powieści przygodowo – łotrzykowsko –  fantasy,  jest w moim odczuciu jednym z lepszych, jeśli nie najlepszym tomem całego cyklu. Przede mną co prawda jeszcze tom nr 6, ale po przeczytaniu kilkunastu pierwszych stron nie mam wrażenia, aby moja opinia wyrażona w zdaniu powyższym uległa zmianie. Zastanawiam się jedynie, czy na moją opinię o „Zdradzieckim planie” nie wpłynął przypadkiem fakt, że  jest to … najcieńszy tom cyklu, oraz fakt, że tak naprawdę  jest w nim najmniej Royce’a, który, hm… co tu kryć nie jest moim najulubieńszym bohaterem. Wydaje mi się również, że odrobinę zmienił się język i dialogi stały się mniej sztuczne i drewniane. Jest jednak możliwe, że zadziałało po prostu przyzwyczajenie do stylu Sullivana.Wracając jednak do treści: Na zamku, w stolicy nowego Imperium, jak soczewce łączą się wszystkie dotychczasowe wątki i gromadzą bohaterowie. Wydaje się, że zło zatriumfuje, bo nic już nie będzie w stanie pokrzyżować planów czarnych charakterów. Ci dobrzy jeden po drugim wpadają w zastawione sidła i przemyślne pułapki. A jednak pomoc nadchodzi. Czy obejrzymy triumf dobra? Czy zło znowu znajdzie jakąś dziurę, którą wypełznie na świat? Tego wam nie powiem. Chcecie – to sami czytajcie. Powiem wam za to, że akcja toczy się wyjątkowo żwawo, wręcz galopująco. Wszystko rozgrywa się tu i teraz, a choć bohaterowie ujawniają swoje emocje i trochę więcej mówią o sobie i swoich odczuciach, to jednak autorowi udało się uniknąć ckliwości i łzawych rozwiązań. No prawie uniknąć. Trochę „rumantyczności” jednak  tu i tam  się przeszmuglowało. Ostatecznie  każda dama winna mieć swojego szlachetnego rycerza, a każdy szlachetny rycerz winien posiadać damę swojego serca, bla, bla, bla. W  tomie  numer 5 nieco dokładniej poznajemy Hadriana – wiemy już, kim jest, a teraz autor postanowił nam całkiem łopatologicznie niestety  udowodnić jaki jest.

Choć na ocenę całego cyklu jest jeszcze czas – wszak do przeczytania pozostał mi ostatni tom, zaczęłam się zastanawiać nad oceną całości. I myślę, że chyba jednak nieco się cyklem rozczarowałam. Ale o tym napisze już przy okazji recenzji tomu szóstego. Tylko wiecie co? Strasznie, ale to strasznie nie chce mi się go na razie czytać…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *