Michelle Moran – Madame Tussaud

madameTak książka jest nie tylko opowieścią  o życiu twórczyni  sławnego  muzeum figur woskowych.  To raczej opowieść  o ambitnej kobiecie,   archetypie „bizneswoman” żyjącej w czasach historycznego przełomu.  I właśnie wydarzenia historyczne w których żyje przyszła madame Tussaud są –  nie wiem czy zamierzonym przez autorkę  prawdziwym  bohaterem tej książki.  Jest to bowiem przede wszystkim  przerażająca  w swej wymowie opowieść  o czasach w których zatriumfował zbiorowy obłęd i histeria, a przyrodzone ludzkiemu gatunkowi okrucieństwo całkowicie wymknęło się spod kontroli. Mowa o wielkiej rewolucji francuskiej. Wielkiej  moim zdaniem tylko z nazwy. Mowa o wydarzeniach u podstaw których leżała pycha, głupota, ambicje, marzenia o sławie za wszelką cenę.  Razem z  panną Grosholtz obserwujemy  rozmontowywanie istniejącego porządku społecznego i rodzenie się grozy terroru.  Ambicje księcia Orleańskiego, który w monarchii konstytucyjnej widział szansę na tron dla siebie, przechwycone i wypaczone przez  Dantona, Marata i Robespierra owocują rozruchami, mordami, bezprawiem.   Rewolucja pożera własne dzieci.  I w tym, ociekającym krwią świecie stara się utrzymać na powierzchni  współwłaścicielka salonu de Cire, utalentowana rzeźbiarka i rysowniczka Marie Grosholtz. To początkowo w salonie jej opiekunów zbierają się na debaty ludzie którzy później staną się zarzewiem i jednocześnie ofiarami  Wielkiej rewolucji.   A jednocześnie to właśnie w tym salonie zostaną wystawione figury króla i królowej,  a sama Marie stanie się nauczycielką siostry króla.  I od tej chwili jej życie będzie jednym wielkim pasmem lawirowania i uników – pomiędzy pałacem, a ulicą francuską. Pomiędzy lojalnością wobec madame Elżbiety i braci służących w gwardii szwajcarskiej, a eskalującymi żądaniami „rewolucjonistów”. To właśnie na żądanie tych ostatnich Marie będzie wykonywać kolejne maski pośmiertne mające udowadniać „obywatelom” że ta czy inna osoba nie żyje. Jak sarkastycznie zauważa któraś z postaci    ciało szybko gnije i co będą obnosić po ulicach?

Książka napisana jest z prawdziwym rozmachem, rzetelnie z punktu historycznego, postacie są dobrze nakreślone, wyraziste.  Czyta się ją dobrze, acz ze sporą dozą niesmaku. Niesmaku, bowiem nie wszystkie działania podejmowane przez bohaterkę są łatwe do przyjęcia i zaakceptowania.  Czasami aż ma się ochotę złapać Marie za rękę i solidnie nią potrząsnąć. A z drugiej strony wciąż pozostaje pytanie – czy gdyby nie te doświadczenia i nie ta koszmarna kolekcja pośmiertnych masek – muzeum Madame Tussaud   doczekałoby się takiej sławy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *