Molenda Jarosław – Historia roślin jadalnych (dwugłos)

historia-roslin-jadalnychKupując Historię roślin spodziewałam się książki w stylu Historii smaku, tylko skupionej, zamiast na kawie i czekoladzie, na alkoholu i innych używkach. Owszem o alkoholu jest sporo, ale książka jest napisana w zupełnie innym stylu i pokazuje całkiem inne podejście do tematu.


Dowiemy się dużo o trunkach, halucynogenach i trochę mniej o jedwabnikach, zbożu, przyprawach, daktylach i trzcinie cukrowej, niestety nie tylko.
Rozdziały o używkach są najbardziej rozbudowane, autor ciekawie pokazuje podejście do nich w różnych czasach i kulturach, niestety wplecione w treść teorie filozoficzno-ewolucyjne potrafią przyprawić czytelnika o zwichnięcie szczęki podczas ziewania i zniechęcić do dalszego czytania.
Historia daktyli bardzo szybko zamienia się, nie wiadomo dlaczego, w historię wielbłądów a przyprawy są potraktowane wybiórczo i bardzo po łebkach (chociaż autor sam zaznacza we wstępie, że książka jest tylko wyborem pewnych tematów). Zdjęcia są, kolorowe i na kredowym papierze, problem tylko w tym, że przypominają wycinek z rodzinnego albumu autora, ponieważ to on jest głównym fotografowanym obiektem a nie opisywane zielsko.
Nie można odmówić autorowi wiedzy i erudycji, niestety styl ma dosyć ciężkawy i chętnie zbacza z tematu, przez co Historię mimo zainteresowania tematem, czytałam bez entuzjazmu. Nadmiar łaciny, nie do końca związanych z tematem cytatów i bliżej nieokreślonych kulturoznawczych teorii też nie pomaga w utrzymaniu uwagi. Na dodatek w niektórych rozdziałach czytelnik jest bombardowany słownictwem mikrobiologicznym i chemicznym, które nie jest w żaden sposób wyjaśnione a konieczność korzystania z Wikipedii podczas czytania czegokolwiek, co nie jest hermetycznym tekstem naukowym jest wyjątkowo irytująca. Niestety w przeciwieństwie do Historii smaku, autor nie wspomina o swoich podróżach i współczesnych realiach, a szkoda, myślę że zderzenie historii ze współczesnością byłoby ciekawym wątkiem.
Historię roślin polecam zainteresowanym naturalnym halucynogenom z Ameryki Południowej, które są najobszerniej opisane, reszcie polecam Historię smaku

——————————————————————————————————————————————————by Atisza

Bardzo lubię książki o zielsku wszelakim. Jadalnym, niejadalnym i jadalnym tylko raz. Toteż na „Historię… ” zerkałam pożądliwie i nawet niezbyt pochlebna ocena Shany nie zdołała mnie od niej odstraszyć. „Eeee, pewno przesadza”, myślałam naiwnie.
Niestety.
Nie przesadza.
Ani trochę.
Autor jest najwyraźniej typem erudycyjnego bałaganiarza. Na pewno już spotkaliście taki typ: zaczyna opowiadać o księżycu, a kończy na wpływie Jowisza na miesiączkę Marsjanek. I podobnie jest z panem Jarosławem. Niby o piwie pisze, ale nagle mu schodzi na rodzinę Carlsberów, albo strategie biznesowe potentatów piwowarskich. Niby o daktylach pisze, ale mu nagle karawana wielbłądów pod pióro włazi i niespiesznie przez stronice paraduje. Tu wrzuci wierszyk, ówdzie cytat z Biblii, tam mitologią zabłyśnie, a ówdzie historycznymi dywagacjami. I tylko główni bohaterowie – owe rośliny jadalne jakoś z rzadka przebijają się na pierwszy plan. Jednym słowem  – to co mogło być siłą książki – ogromna wiedza autora przerodziło się w jej największy mankament, odstręczający wręcz od czytania. Nie ukrywam książka zmęczyła mnie setnie i odłożyłam ją z ulgą. No i te fotografie… Naprawdę nie było lepszych i ciekawszych w albumie pana autora? Takich  bardziej na temat? Ostatecznie pan autor nie był tematem tej książki? Gdzie się podział redaktor merytoryczny, że takiego knota puścił?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *