Morawiecka Karolina – Śledztwo od kuchni

2.5 out of 5 stars (2,5 / 5) Ma Kraków profesorową Szczupaczyńską, ma  Skała swoją Karolinę Morawiecką. Co prawda tylko aptekarzową i to w dodatku wdowę, ale zawsze. W dodatku szacowna dama ma do pomocy siostrę Tomaszę. ( Siostra Tomasza chyba by się obraziła, bo to ona chciałaby wieść tu prym). Jedna jest nad wyraz obfita w miejscach wszelakich. Druga za to chuda jak szczapa. Już Wam się coś kojarzy? No właśnie. Pat i Pataszon, Don Kichot i Sancho Pansa, Flip i Flap….  bo też  nie da się ukryć, że autorka, jak na polonistkę przystało, sięga radośnie do klasyki i czerpie z niej pełnymi… chochlami. Zwłaszcza podobieństw do pewnej profesorowej oraz pewnej angielskiej damy z ambicjami nie da się nie zauważyć.

W efekcie dostajemy przyjemną kryminalną opowiastkę obficie podlaną kulinarnym sosem, bo też  wdowa po aptekarzu Stanisławie gospodynią jest co się zowie. Jedyną i najlepszą, z gatunku tych co to u nich wszystko jest “ą”, “ę” i w najwyższym gatunku ( choć meble tylko ze Skały… ) . Postać głównej bohaterki na początku mnie śmieszyła, ale przyznaję, że pod koniec byłam nią solennie zmęczona. Pod tym względem Profesorowa Szczupaczyńska wygrywa, z wsiową Hiacyntą Bukiet. Przy całej swej nieznośnej “krakusowatości”, profesorowa ma jednak jakieś wnętrze. Wdowa Karolina wydaje się tego wnętrza w ogóle nie posiadać. Jest dość płaska i jednotematyczna. Jak nie przymierzając… deska serów. O wiele ciekawiej i intrygująco prezentuje się tutaj siostra Tomasza. Niezły z niej psycholog i manipulator. Tak przynajmniej podejrzewam z tych kilku sytuacji kiedy chuda zakonnica wydobywa się z obszernego cienia swojej towarzyszki. Intrygującą, choć również potraktowaną po macoszemu postacią wydaje się również aspirant Rafałek.  Szkoda, bo te dwie postacie mogłyby nieco zrównoważyć  postać głównej bohaterki i uczynić ją mniej irytującą.

Na temat kulinarnej zawartości książki się nie wypowiadam, ponieważ moje własne umiejętności w tej materii oscylują w okolicy przypalonej jajecznicy. Nie śledzę kuchennych trendów, nie wyżywam się ani nie realizuję między garami, więc i komentować dokonań innych, nawet wymyślonych nie wypada.

Sama intryga jest dość prosta, wystarczy uważnie przeczytać opis miejsca zbrodni, żeby zorientować się, kto zabił. Znacznie ciekawszą warstwą jest w tym przypadku opis “miejscowych”. Autorka najwyraźniej jest doskonałą obserwatorką i ze sporą dozą złośliwości opisuje wielkowsiową i małomiasteczkową obyczajowość. Jeśli chodzi o tak zachwalany humor, to… hm, no jakby to powiedzieć.. to nie jest humor, to raczej czystej wody złośliwość. Bo trudno śmiać się z przerysowanych opisów fizyczności starszej pani z ambicjami . To tak, jakby autorzy “co ludzie powiedzą” kazali nam się śmiać z pękającej pod pachami kwiecistej bluzki madame Bufetowej. No jakoś nie uchodzi.

Koleżanka która pożyczyła mi tę książkę uraczyła mnie od razu kompletem  dzieł autorki ( sztuk 4) więc pewno je przeczytam, ale z własnej woli chyba bym po kolejny tom przygód Karoliny Morawieckiej nie sięgnęła

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.