Ruda Aleksandra – Sztylet Rodowy. T. 2 Sztylet ślubny

Był obraz, ale oblazł. Tak jednym zdaniem można podsumować drugi tom trylogii Sztylet rodowy. Jestem zawiedziona. Ba, po lekturze Sztyletu ślubnego jestem zwyczajnie wściekła! No bo proszę Państwa, jak można zrezygnować ze wszystkiego co było siłą w tomie pierwszym? Jak można z porządnego fantasy humorystycznego zrobić rozwlekłe romansidło? W tomie drugim zabrakło praktycznie wszystkiego co spodobało mi się w tomie pierwszym. Dowcipne dialogi? Brak. Drwiny z samograjów? BRAK! Za to samych samograjów mnóstwo. Ciekawa fabuła? Nieobecna. Dystans do bohaterów? Najwyraźniej wyczerpał się w tomie pierwszym.  Co więc mamy? Romans. Cierpienia młodej Werterki,  z pierwszej gimnazjalnej. „Strasssnie strassne” wydarzenia. Logikę która chyba się spiła i bardzo fałszywie podśpiewuje. Jeden oklepany motyw wracający przeciętnie co pięć stron, mniej więcej taki: główna bohaterka (lub ktoś inny z ekipy) jest na skraju śmierci, cudownie się zbiera do życia, popełnia mniejszą lub większą głupotę, ponownie niemal doprowadza do swojej śmierci….., Bez uszczerbku dla akcji z książki można byłoby zrobić opowiadanie. Byłoby ciekawsze. Po drodze dowiadujemy się jeszcze o tajemnicach i tajemniczkach które stawiają całość do góry nogami i sprawiają, że zaczynamy się zastanawiać, czy na pewno czytamy część drugą tego samego dzieła.

Wróć! Dzieło to, to nie jest. To jest… FUJ!

Nie polecam

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *