Santiago Posteguillo – Africanus t.1 i t.2

africanusO wojnach punickich zazwyczaj dowiadujemy się z publikacji pisanych z punktu widzenia Kartagińczyków. Przemawia za tym zarówno nietuzinkowa postać głównodowodzącego, do dziś uznawanego za stratega wszechczasów, czy jego niezwykłe, pobudzające wyobraźnię i świetnie nadające się do opisywania posunięcia – przejście przez Alpy, bitwa pod Kannami, ucieczka z wąwozu Casilinum…. Nic tylko siadać i pisać. Mało kto jednak spróbował opisać historię zmagań Kartaginy z Rzymem od drugiej strony, czyli z punktu widzenia Rzymian. Tego niełatwego ( cóż może być ciekawego w podjazdowych wojenkach polityków rzymskich) zadania podjął się hiszpański pisarz Santiago Posteguillo. Książka, w Hiszpanii będąca bestsellerem ( 14 wydań robi wrażenie) trafiła wreszcie na nasz rynek i nie spotkała się z wielkim zainteresowaniem. W efekcie można ją kupić w pakietach z innymi publikacjami, dość mocno przecenioną. Osobiście kupiłam ją, będąc przekonana, że kupuję gniota. Aż tak źle jednak nie było.  Africanus nie jest może jakimś wielkim szlagierem. Na pewno warsztatem i stylem pisania autor ustępuje takim tuzom powieści historycznej jak Gregory, Cornwell czy Scarrow. A przede wszystkim – tak jak już wspomniałam – pisze o rzeczach, dziś powiedzielibyśmy, że mało medialnych. Oto bowiem oglądamy Rzym i Rzymian oczyma późniejszego pogromcy Hannibala – Publiusza Korneliusza Scypiona. Autor postanowił przedstawić nam swojego bohatera bardzo rzetelnie, jesteśmy zatem świadkami wszystkich najważniejszych wydarzeń z jego życia.

Niejako przy okazji dowiadujemy się, co leżało u podłoża praktycznie wszystkich rzymskich przegranych – autor wini za to rzymski ustrój konsularny, który sprawiał, że armią dowodzili parami obieralni konsulowie, ludzie nie zawsze posiadający odpowiednie przymioty ducha i intelektu, ale niemal co do jednego posiadający ogromną ambicję, pragnący za wszelką cenę zaistnieć a najlepiej pognębić swojego kolegę na urzędzie. Stąd – przynajmniej wedle autora brało się rzymskie „parcie na szkło” czyli dążenie do konfrontacji zbrojnej. Dodajmy do tego intrygi które popchnęły Rzym do wojny, wzajemne podgryzania w Senacie i już mamy przepis na katastrofę. A gdy w dodatku za przeciwnika ma się mistrza strategii katastrofa zamienia się w „piękną katastrofę”. Dość intrygująco przedstawiane są też bitwy. Nie widzimy ich z lotu ptaka lecz najczęściej z perspektywy jednego żołnierza, który czuje się osaczony, zagubiony i pozostawiony samemu sobie w okrutnym teatrze wojny. Tyle jeśli chodzi o plusy.
Jeśli chodzi o minusy, to niestety jest ich też całkiem sporo. Przede wszystkim historia opowiadana jest w sposób niezbyt spójny, bo z jednej strony widzimy ją oczyma patrycjusza i mieszkańca Rzymu, a z drugiej pojawiają się wstawki ukazujące samego Hannibala w najważniejszych, wręcz kluczowych momentach kampanii . Zapewne w zamyśle autora miały one pokazać, z jakim tytanem myśli, ambicji i uporu był przeciwnik Rzymian, mam jednak wrażenie, że bohaterom ten akurat zabieg nie wyszedł na zdrowie, bowiem ani Hannibal nie jawi się jako geniusz, już prędzej jako dyktator, zaś jego przeciwnicy Korneliusze, mimo niewątpliwej sympatii autora wyglądają dość papierowo. Czasami można odnieść wrażenie, że tak naprawdę nie są to żywi ludzie, ale kukiełki bez emocji przesuwane po planszy. Na resztę rzymskiego establishmentu spuśćmy łaskawie zasłonę milczenia.

Jeśli ktoś chce sobie uporządkować wiadomości o wojnach punickich – Africanus niewątpliwie mu się przyda. Jeśli jednak publikacja trafi do rąk czytelnika, który jest zorientowany w przebiegu kampanii – to mam poważne obawy, że nieco się znudzi, będzie bowiem musiał przetrzymać niemal cały pierwszy tom zanim coś się tak naprawdę zacznie dziać. A , jeszcze jedno – tytuły tomów są bardzo mylące, bowiem wojna w Italii ( tytuł tomu drugiego) trwa w najlepsze od połowy tomu pierwszego.
Przeciętniak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *