Schwab Victoria E. – Odcienie Magii. T.1 Mroczniejszy odcień magii

Książki fantasy przyzwyczaiły nas do kolorowych intensywnych okładek. Okładek wręcz rozwrzeszczanych. A, jak sami widzicie okładka Mroczniejszego odcienia magii jest bardzo stonowana i bardziej kojarzy mi się z baśniami z mojego dzieciństwa niż z fantasy.  I chyba właśnie dla tej okładki ją kupiłam.

Od razu powiem – nie zawiodłam się. Opowieść, którą snuje dla czytelnika autorka to po części baśń, po części urban fantasy, po części opowieść łotrzykowska, a po części… rozprawka filozoficzna. Bo  gdzieś pod całą przygodowo – fantastyczną warstwą czai się pytanie o cenę jaką trzeba zapłacić za bycie wybrańcem. I o cenę jaką płacimy  (a z nami nasi najbliżsi) za wybory których dokonujemy.

Co więcej ośmielę się powiedzieć, że magia tak naprawdę jest w mroczniejszym odcieniu.. najmniej ważna. Owszem spina całość, owszem wiele wyjaśnia czy uzasadnia, owszem, czujemy, że świat jest nią przesiąknięty, ale i tak ważniejsi od magii są bohaterowie. Wszyscy – niezależnie od tego czy magiczni czy nie – są tak naprawdę zagubieni. Próbują żyć po swojemu, spełniać marzenia i dotrzymywać zobowiązań, ale gdzieś pod spodem czają się nie zadane pytania. Jestem bardzo ciekawa, czy w kolejnych tomach dostaniemy odpowiedź przynajmniej na niektóre z nich.  Muszę jednak przyznać, że postać głównego bohatera na początku podobała mi się zdecydowanie… najmniej. Coś z gatunku „ojej następny DOBRY do urzygania, płaski jak kartka papieru i jak ona skomplikowany bohater, błeee”. Na całe szczęście szybko okazało się, że jestem w błędzie i Kell nie jest taki jednowymiarowy. Ba, to jego grzeszki stają się w którymś momencie motorem napędowym intrygi. Tak na dobrą sprawę w powieści jest tylko kilka jednowymiarowych postaci i są to ci źli, więc kibicując tym dobrym nie mamy wielkich problemów, z jedną, wyłącznie ciemną stroną bohaterów negatywnych. W pewnym sensie jest to czytelnikowi nawet na rękę. Są jednoznacznie źli? Super, nie musimy się nad nimi zastanawiać!

Wszystko zaś dzieje się w trój- świecie w który bez zastrzeżeń i od razu wierzymy. Każdy z Londynów jest bowiem plastyczny, na swój sposób prawdziwy i pociągający. I każdy wynika z.. decyzji swoich mieszkańców. To co podobało mi się najbardziej, to fakt, że autorka nie poszła na łatwiznę stworzenia całkowicie lustrzanych Londynów. Każda z wersji miasta jest nie tylko na swój sposób związana z magią, ale również ma własną historię, język, kulturę i tradycję, po części tylko z tej magii wynikającą.

A sama magia? Jak już wspomniałam – choć przenika całą historię i każde działanie bohaterów, choć dużo się o niej mówi, ba, w którymś momencie orientujemy się, że ma własną wolę i plany, i na swój sposób żyje – ta magia nie jest w całej historii najważniejsza. I właśnie to sprawia, że Mroczniejszy odcień magii nie jest jeszcze jedną magiczną opowieścią jak ich wiele na rynku.

Polecam. Ja kupiłam już drugi tom…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *