
(3,5 / 5) O, Panie dzieju, a to się nam profesorowa wyemancypowała! Już nie tylko buszuje po Krakowie i zadaje z osobami dziwnymi, już nie tylko tropi złoczyńców, ale wypuszcza się do samiuśkiego Zakopanego, a co gorsza udaje się tam bez małżonka i czyni to na prośbę komisarza Klausewitza! No zdecydowanie obyczaje w Cesarsko – Królewskim Grodzie grożą upadkiem.Zakopane widziane oczyma Profesorowej czy raczej Maryli Szymiczkowej nie różni się zbytnio od od Zakopanego które znamy współcześnie. Ta sama „góralszczyzna” na pokaz, sztampowa i byle jaka, ta sama chciwość i polowanie na dutki naiwnych. Ta sama zaściankowość strojąca się w błyszczące papierki. Słowem modne Zakopane. Tak jak i dziś zjeżdżają się do niego ludzie, którzy szukają tu swoich pięciu minut. Już to chcą się pochwalić wyjściem w góry, już to zaznaniem swoistej egzotyki ( ach te kąpiele żętycowe!), już to szalonym romansem z miejscowym jurnym chłopkiem, albo chociaż z kuracjuszem. Już to spotkaniem z celebrytami. Przepyszna jest scena z damulką lamentującą, że pani Konopnicka wyjechała tak nagle, a ona nie zdążyła poprosić ją o wpis do sztambucha! A taki piękny sztambuch kupiła! Safianowy! Za 7 Koron! Kiedy jednak wygrzebiemy się z miejscowego „kolorytu” pozostaje nam wciąż do rozwiązania kwestia zbrodni. Bo skoro jest zbrodnia, to profesorowa nie może przecież stać z boku, prawda? Nie po to jechała z Krakowa do tej błotnistej, dziwacznej wiochy, nie po to znosi towarzystwo wyraźnie poniżej JEJ poziomu, żeby teraz nie mieć co wpisywać do sławetnego notesiku! A gdy jeszcze w sukurs przybędzie jej Franciszka – zbrodniarz nie ma szans. Zanim jednak pojawi się wsparcie w postaci wiernej służącej, profesorowa musi sobie radzić sama. Zakopane okazuje się jednak trudnym terenem dla samozwańczej mistrzyni sztuk detektywistycznych. Mało, że towarzystwo tu z różnych zaborów i szacunku dla przedstawicieli Cesarsko Królewskiego miasta nie mają za grosz. Mało, że miejscowa ludność niezbyt skora do mówienia bez sowitej opłaty, a jak już to mówi przedziwnym językiem, to jeszcze jakaś młodzież nieogarnięta z Kongresówki konspirację od siedmiu boleści tu sobie urządza! No, a polityka miejscowa to już w ogóle czarna rozpacz i rzecz nie do ogarnięcia. Witkiewicz wadzi się z Chramcem, Zamojski z Pawlikowskim… Profesorowa, a wraz z nią czytelnik zaczynają cierpieć na ból głowy. Zwłaszcza, że autorzy niesieni wyraźną niechęcią do tatrzańskiej stolicy momentami przesadzają ze złośliwością, a chcąc do kompletu oddać koloryt czasów tu i tam spowalniają tempo ględząc niemiłosiernie.
Dziwna jest ta góralska odsłona przygód profesorowej. Intrygi kryminalnej w niej zbyt wiele nie ma, za to jest mnóstwo złośliwych obserwacji góralszczyzny, „turystów” i relacji pomiędzy tymi dwoma grupami. Dostaje się i jednym i drugim, a czytelnik tylko sobie chichocze pod nosem. I nawet jeśli autorzy chwilami jechali po bandzie, to nie da się ukryć, że doskonale odmalowali miejscowy koloryt. Udało im się również pokazać zmiany zachodzące w społeczeństwie. Profesorowa z niejakim zdziwieniem odkrywa, że Franciszka jest… człowiekiem. I ubrana w ładną sukienkę nie odstaje wyglądem od młodych kuracjuszek z innej sfery. Ba, umie się nawet właściwie zachować.. Odkrywa także, że wielkie nazwiska nie oznaczają jednocześnie wielkiego człowieka, a Witkiewicz, ten sławny Witkiewicz ma poglądy dziwne i całkiem sporo za uszami. A gdzie ten trup spytacie? Jest. I też jest w pewnym sensie ofiarą przemian społecznych. Miałam jednak nieodparte wrażenie, że intryga nazwijmy to kryminalna była w fabułę wciśnięta niejako na siłę. Nie przekonała mnie intryga, nie przekonało rozwiązanie ani droga do niego. Tym razem watek kryminalny to najsłabszy element historii. Stąd tylko 3,5 w ocenie. Sama Szczupaczyńska, wyrwana z krakowskiego środowiska w którym czuje się jak nomen omen ryba w wodzie, też nieco traci ze swojego blasku. Momentami odniosłam nawet wrażenie, że nieco autorom przeszkadza.
Podsumowując – bawiłam się całkiem dobrze i czekam na kolejny tom przygód profesorowej. Mam nadzieję ze w Krakowie. Za to wydawnictwu należy się solidne lanie za okładkę. Kto Wam to projektował na wszystkie bogi?! Sztuczna inteligencja?!!!!