
(2 / 5) Zawsze trochę obawiam się czytania debiutanckich powieści. Głównie dlatego, że w czasach self publishingu szansa trafienia na tzw. ksiopko wzrosła w sposób dramatyczny. (Co prawda, jako koszmarny komentator powinnam się cieszyć z zalewu chał, bo zdecydowanie łatwiej je recenzować, ale uwierzcie mi, czytanie takich „wypracowań” na dłuższą metę bywa traumatyczne).
Wracając jednak do pierwszego tomu cyklu Odrodzenia – choć jest to debiut i da się to wyczuć jednak opowieść ma potencjał i nie przesłoni tego nawet spora liczba kalk i zapożyczeń. Czytaj dalej »



(2,5 / 5) Nie ma to jak mieć wśród znajomych fanów powieści Sarah Maas. Stały dopływ tomiszcz zapewniony :). Tomiszcz, bo autorka jeńców nie bierze i powieść poniżej 400 stron u niej w zasadzie nie istnieje. Żeby była jasność – nie narzekam.
(0,2 / 5) Ra-tun-ku!!! To jedno słowo w zasadzie wystarczyłoby jako recenzja straszliwego dzieła jakim uraczyła nas autorka. Rzadko zdarza mi się czytać książki tak spaprane, żeby przy najlepszych chęciach nie dało się znaleźć w nich jakiś pozytywów. Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się nawet czy aby ta „rozkoszna” lektura nie zasługuje na Złotą Malinę, ale w końcu zdecydowałam się dać 0,2 punktu. Za co? Za jednorożca, albo może konia, albo coś pośrodku, bo autorka z upodobaniem miesza ślady uniemożliwiając zrozumienie natury gadającego wierzchowca głównej bohaterki.


(3,5 / 5)
(0,5 / 5)