Ziemiański Andrzej – Za progiem grobu

Pseudo prywatny detektyw dostaje zlecenie, niby standardowe, odnalezienia czyjegoś syna, który uciekł z domu. Jednak sprawa szybko rozwija się w mniej klasyczne śledztwo – ktoś czyści konta ofiar śmierci klinicznej.
Czemu pseudodetektyw? Bo Andrzejewski jest raczej menadżerem wynajmującym odpowiednich ludzi – policjantów, psychologów, meneli, hakerów. Sam może ewentualnie dać komuś po pysku, jeśli w pobliżu nie ma kogoś kto zrobiłby to za niego. Poza tym uważa się za freelancera, który jest całkowicie niezależny. Tja… od klientów pewnie też nie zależy.
Jako pomocnika Andrzejewski wynajmuje BB – panią psycholog o ciele Lary Croft, która i analizę psychologiczną przeprowadzi, i tyłek skopie w razie potrzeby. A poza tym ma takie ciągoty do S&M, że publicznie nosi obrożę i melduje mężowi o każdym oddechu. I na zawołanie umrze jak będzie trzeba. Znaczy Lara Croft skrzyżowana z amerykańskim marine i mokrą fantazją nastolatka. Chyba najbardziej nieprawdopodobna postać, ever. Poza tym służy głównie jako element humorystyczny i umilacz krajobrazu, bo fabuła mogłaby się bez niej obyć.
Do tego mamy sztampowe śledztwo, z kilkoma niesztampowymi dodatkami, dialogi jak z wczesnego Pasikowskiego i cynizm wylewający się z każdej kartki. Owszem, dialogi płyną, jak to u Ziemiańskiego wartką strugą, styl jest lekki, a Wrocław ma ciekawy klimat, jednak ani fabuła, ani bohaterowie nie są w stanie przykuć do lektury. Andrzejewski Marlowowi nie jest godzien butów wiązać, a BB głównie irytuje byciem fantazją seksualną. Poza tym gdzieś tam w pamięci pojawia się Legenda z Zapachu Szkła nagrodzona Sfinksem jakieś 15 lat temu, która mimo że 10 razy krótsza ma i bardziej wciągającą fabułę, i bohaterów, którzy bardziej zapadają w pamięć. I mimo że Legenda to urban fantasy, a Za progiem grobu to bardziej urban legend, to pomysł wyjściowy jest na tyle podobny, że porównanie pojawia się w głowie samo.
Jeśli macie ochotę na tematykę śmierci klinicznej wpływającej na rzeczywistość, to zdecydowanie polecam Legendę.
Lektura, szybka, sztampowa i średnio przyjemna. Nada się na czytadło do pociągu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *