
(1,5 / 5)
Jak w poprzednim tomie odczuć można było lekką, ale wyraźną poprawę tempa akcji, tak w ostatnim tomie podserii wyraźnie widać, słychać i czuć zmianę w stronę przeciwną, a gadulstwo zastępujące fabułę atakuje ze wszystkich stron.
Bohaterowie gadają, potem prowadzą konwersacje, a po chwili omawiają to, o czym dyskutowali. Jakby rozmów prowadzących donikąd było mało, to tym razem mamy jeszcze powtarzające się i pseudo‑filozoficzne gadki oraz rozważania o pokonywaniu siebie i swojego losu. Virion zostaje Paolo Coelhio z mieczem. A wszystko to na przykładzie tenisa, żeby do czytelnika na pewno dotarło. Ała.
Gadulstwo i filozofowanie przekracza wszelkie normy, nawet jak na tę serię. W przerwach między dialogami trup niby ściele się gęsto, ale nie pomaga to za bardzo, bo sceny akcji są równie powtarzalne co dialogi. Ot, Virion i kompania stają, wyciągają miecze i tną. Przeciwnicy padają. Czasem kogoś drasną. Padają hurtem, dopóki nie opadnie kurtyna. Nuda.
Muszę przyznać, że rozwiązanie dotyczące tytułowego Legionu pozytywnie mnie zaskoczyło. Niestety w jeszcze większym stopniu — i już zdecydowanie nie pozytywnie — zaskoczyła mnie zmiana charakteru Taidy: nagła i następująca trzy zdania przed ostatnią kropką. Ot, grom z jasnego nieba sprawił, że poprzepalały się jej kabelki na płycie głównej. Bo inaczej chyba nie da się tego wytłumaczyć.
Tym razem udaje się część wątków i tematów zamknąć i jest ich zdecydowanie więcej niż w podserii o młodości Viriona, przez co finał wypada lepiej. Oczywiście nie wszystkie sprawy zostają zakończone. Znając życie, pewnie już tak zostanie i nie ma co liczyć na to, że brakujące wyjaśnienia znajdziemy w następnej mini‑serii. Część tematów jednak powinna wrócić, bo inaczej między Legendą miecza a Achają będzie ziała spora dziura fabularna.
Wątek, który mnie w sumie najbardziej ciekawi, to to, jakim cudem autor zamierza uczynić z Hekkego postać znaną z Achai, bo na razie młody szermierz osiąga takie doliny intelektu, że niedługo sandałów nie będzie sam sobie w stanie zawiązać. Cóż… pożyjemy, zobaczymy, ja na razie muszę stanowczo od wodolejstwa Viriona odpocząć.