
(3,5 / 5)
Ciąg dalszy Kronik Sąsiedzkich i kolejny tom Nikity po restarcie. Nowa wersja bohaterki, która się mniej miota i mniej strzela, jest zdecydowanie ciekawsza i przyjemniejsza w odbiorze, mimo że chwilami trochę za bardzo przypomina Dorę Wilk. Co prawda Dorę również w wersji bardziej dojrzałej i bardziej strawnej, ale jednak.
Nikita co prawda nadal oficjalnie jest najemniczką i nie przejawia praworządności Namiestniczki, ale jej robota bardziej przypomina bycie standardowym detektywem do wynajęcia niż biegającego z karabinem najemnika. Autorka styl ma ten sam, świat jest ten sam, a metody śledztwa są dość podobne mimo różnej specyfiki magicznych miast, więc bohaterki trochę się zlewają i główną różnicą między nimi są ich towarzysze. Mi to jednak za bardzo nie przeszkadza, tym bardziej że autorka i bohaterka przeszły naprawdę daleką drogę od pierwszych tomów Nikity.
Tym razem dostajemy tajemniczą, tytułową wyspę i grecką mitologię na dokładkę. Zresztą już po raz kolejny w Thornversie, tylko tym razem w Warsie, a nie w Thornie. Motywy śródziemnomorskie wprowadzają troszkę inny klimat i są dobrze przetworzone tak, że pasują do reszty świata. Niestety mają tę wadę, że nawet podstawowa znajomość mitologii wystarczy, żeby pewnych rzeczy domyślić się trochę za szybko.
Razem z głównym wątkiem fabularnym pojawiają się Teo i Madala, którzy jak na postacie „jednego odcinka” wypadają całkiem dobrze. Niestety Robin dostaje może dwie linijki dialogu. Brynjar też nie ma zbyt wielkiego pola do popisu. Za to pojawia się Gloria, która poza innymi zaletami stanowi też ciekawy kontrast dla Nikity. W końcu obie są twardymi kobietami, którym nie należy w kaszę dmuchać, jednak są z trochę innej bajki.
Ku mojej radości Jadowska w końcu przestała wciskać wątki romantyczne na pierwszy plan czegoś, co powinno być sensacją. Hurra. Mam wrażenie, że również standardowe dla autorki przegadanie fabuły zostało ograniczone do tego stopnia, że przy płynięciu przez lekki i łatwy tekst nie zwróciłam na nie uwagi. Zastanowiła mnie dopiero ilość stron – trochę zbyt duża jak na treść w nich zamkniętą.
Dziewczynę czytałam zaraz po Rozdrożu Kruków i mimo tego, że lubię najnowszą twórczość Jadowskiej (Koźlaczki) i cenię zmiany w stylu autorki, to jednak przykro mi to mówić, ale najnowszą Nikitę chwilami czytało się lepiej niż nowego Geralta. Jadowska mimo lekkiego i sympatycznego stylu językowo nie jest Sapkowskim, ale też w końcu nie o to chodzi w literaturze, żeby każdy był ASem. Ale najemniczka wygrywa z wiedźminem tym, że nie próbuje udawać, że jest czymś więcej niż lekkim, nieźle napisanym fantasy. I zostawia wrażenie czytania nowego kawałka nieźle napisanej historii, a nie odcinania kuponów od sentymentu fanów, a to też wpływa mocno na odbiór.